/Chelm800001_0001.djvu

			Chciałem napisać reportaż o dzieciach. Bynajmniej ni z powodu 
aktualnie trwającego Międzynarodowego Roku Dziecka, ale innej, 
ważniejszej przyczyny związanej z częścią tej grupy społeczeństwa. 
Chciałem napisać o tych, których różne okoliczności zmuszają do 
opuszczenia domu i wyruszenia w Polskę. U ciekają i przeważnie ko- 
ńczą swoje eskapady w Milicyjnej Izbie Dziecka. Niestety, ośrodka 
takiego w Chełmie nie ma. Nie wyklucza to oczywiście samego pro- 
blemu nieletnich, którzy z winy własnej, rodziców czy innych przy- 
czyn nie znajdują się na najlepszej drodze do ukształtowania w nich 
posta\ i zachowań aprobowanych przez społeczeństwo. 
! s 
. 
KTO POMOZE 
"1 
D Z I E C 10M? 
,n. 


w 


oczekiwaniu 
.1.. 


na 


owce 


STR. 5 


- Przepraszam, która 
godzina? Ą , 
- Pięć po ósmej. 
- A o której zaczynacie 
codziennie? 
- O siódmej. 
, - I co? 
ł 


- A co ma być? Cze- 
kamy na mechanika. 
Przedwczoraj nie' miał 
czasu; on, proszę pani na 
zlecenie tu pracuje. W czo- 
raj zapił się, normalka. 
Potem były dwa dni świą- 
teczne, więc betoniarka 
stoi. 


'1 


l 


5\ 


ł.U' 
r 


... 



n 


lut 


STR. 6 


PANOWIE, 


QNI WAS 


ZABIJĄ! 


X' 
l' 


STR. 8 


d i 


') 


SZSP 



 



 


S; 


r 


'\; 


'" 
t 


Chelm 


PAiDZIERNIK 
-- 


, . .]JI.] 
1979 
 - .. 


"( q 


.:t 


. 
 
DOZYNKOWE 


t 
na dożynki. Pokonujemy kilka- 
naście kilometrów dzielących 
Chełm od Wierzbicy. Nie za 
szybko jednak, gdyż obecność 
przy drodze milicjanta z rada- 
rem zmusza kierowcę do prze- 
strzegania przepisów i zwalnia- 
nia nawet do 30 km/godz. 
Wreszcie Wierzbica. 
Wyskakujemy z samochodu 
wpadając w tłum odświętnie 
ubranych uczestników dożynko- 
wego święta. W miejscu V W 0- 
jewódzkiego Spotkania Młodych 
Przodowników Czynu Żniwne- 
go, kolorowe stragany z owoca- 
mi i napojami a stylowy rożen 
pod strzechą kusząco zaprasza 
wszystkich do wnętrza. Obok, 
w pomieszczeni u handlowym 
(dokończenie na str.3) 
1; 


QUI 


PRO 


QUO 


\ 


) 
Mimo, że w tamtym kerunku 
podąża wiele pojazdów to kie- 
rowcy nie reagują na nasze 
rozpaczliwe machanie. Wreszcie 
po godzinie oczekiwania zatrzy- 
muje się zielona "Nysa". Szczę- 
śliwym zbiegiem okoliczności 
kierowca, tak jak i my, jedzie 


1 
N iedziela. Godzina 8. 
Stoimy bezradni na 
dworcu PKS w Cheł- 
mie. Pierwszy auto- 
bus do Wierzbicy od- 
szedł o 6, a następny i zara- 
zem ostatni będzie dopiero o 
16. Pozostaje tylko auto-stop. 


\ 


Z iemię Chełmską opuścili 
już ostatni studenci. Za- 
kończyla się bowiem tego- 
roczna, czwarta już z kolei edy- 
cja Studenckiej Akcji Chełm-SO. 
Nadszedl czas podsumowań do- 
robku i dokonań uczestników 
największej tego typu akcji stu- 
denckiej w Polsce. -I 


" 


STR. 4 


CZAS 


, 
PODSUMOWAN 

 
I 


Foto: Piotr Maciuk 
po. 


.. . .............. ....... ....................0"0 ..................".. .................... 
.. ... . ::'.
: '::
' ..
. ..:..: :::.:::
:.
r
:
::t::(:.:: :
.
:

::



::
{::;


:
:t
:;:.
:.::
.
.:
;;{
t;)

}
 
..... '. _:." .".: . .:.::...". ..' x"':' ::.:: .:_: :.:....:. 0.°:'..:"._::".:. :: ..:::..::".::"::::.::::.::::":.::;" 
o"' '"'::: 0° . . :":. 0.::,:" 0:". ,,: .... .0.: "." :: o::. :.::"}:::o':': :.::::::=::: ::.,,:::-=: :=.': .:::::.:{::.= ::? :::::'.: :::::} 
, .. ,'. '.. ':. ' . 
.: 
:, 
,:,',::: 
 
,: 
', :::::::';::: :. '

:. '::; ':
':..:': 
:::
 ':'.:: : . }
::::

;:?
:.:::;::::. 
:'::

:::
i::

?;

:
:::;


;
:
:t::
:
:
:



:



;j::

i:


:






::;!

:
i



; 


..... ... 
. ....",. .. ... .. 
.... '. ...... 
.. . . . . . 
..... .. 


. f 


" 


'" '- 


I( 


J" 


'" - 


.. 


J 


l . 


Cena 2 zl 


.. 


!J{ .,., 


KUP PAN 


.,. 


WARIATA 


P o wydeptanych alej- 
kach wśród drzew 
snują się ludzie. Je- 
dnolicie odziani w 
drelichowe kombine- 
zony lub szpitalne szlafroki i 
piżamy. Niektórzy siedzą na 
ławkach przed wspartym na 
kolumnach gankiem XIX wiecz- 
nego pałacyku. Komnaty za- 
adaptowano do potrzeb jego 
obecnych mieszkańców. Zakra- 
towane okna dają niewiele 
światła. W każdym pokoju stoi 
po kilka szpitalnych łóżek, cia- 
sno ustawionych przy sobie 
tak, że ledwo można się mię- 
dzy nimi przecisnąć. Ponury 
obraz dopełniają nagie ściany. 
Wstają codziennie o szóstej 
rano. Między siódmą a wpół do 
dziewiątej jedzą śniadanie i o- 
trzymują leki. Następna godzi- 
na to gry i zabawy zespołowe. 
O wpół do dziesiątej biorą 
udział w zebraniu "społeczności 
terapeutyczneJ". Później pacjen- 
ci uczestniczą w zajęciach pla- 
stycznych lub słuchają muzyki. 
W południe powtórne wydawa- 
nie leków. Resztę dnia wypeł- 
niają spacery. Niektórzy wyko- 
nują lekkie prace: porządkowe 
i w warsztatach terapii zaję- 
ciowej. 
Mieszkańcy Chojna Nowego 
zdążyli się już przyzwyczaić do 
niezwykłego sąsiedztwa. W by- 
łej siedzibie rodu Potoszyńskich 
mieści się obecnie Oddział Psy- 
chiatrycznego Specjalistycznego 
Zespołu Opieki Zdrowotnej w 
Lublinie. W szpitalu przebywa 
05 pacjentÓw, którymi opiekują 
się cztery pielęgniarki i szesna- 
ście osób personelu pomocni- 
czego. Raz w tygodniu oddział 
odwiedza dwÓch lekarzy z Lu- 
blina. Do obowiązków persone- 
l\! medycznego należy także 
sprawowanie nadzoru nad cho- 
rymi przebywającymi w opiece 
domowej. Pięćdziesięciu dwóch 
pacjentów mieszka na-stałe u 
okoli znych gQspodarzy. 


- Nie mają letko, nie 
stwierdza jedna z mieszkane
t 
wsi. Pędzą ich do roboty, gdzie 
ciężej. To się nie raz widzi, jak 
się idzie przez wieś. Gospodarz 
jedzie na wozie z gnojem, a te 
chore na piechotę zasuwają. I 
za co? Za paczkę ",Sportów" 
dziennie, a jeszcze państwo do 
każdego z nich dopłaca... 


*** 


Opieka domowa ma zgodnie 
z intencją pomysłodawców za- 
pewnić lżej chorym lepsze wa- 
runki niż w szpitalu. Z powo- 
dzeniem mogliby powrócić n::l 
łono rodziny. Jednakże krew- 
pi-D.a ogół nie chcą obarczać 
się utrzymywaniem umysłowo 
chorych. 
Kierownictwo Oddziału w 
Chojnie Nowym zawiera z go- 
spodarzem umowę, na mocy 
której zobowiązany jest on do 
opieki nad pacjentem. Przepro- 
wadza się wtedy wywiad śro- 
dowiskowy i bada warunU 
mies 4 kaniowe. Jedna rodzina 
może przyjąć najwyżej cztery 
osoby. Szpital dostarcza odzież, 
bieliznę, łóżko i pościel. Ponad- 
to zapewnia chorym opiekę mc- 
dyczną i co dwa tygodnie ką- 
piel. Opiekun otrzymuje na po- 
krycie kosztów utrzymani l 
około tysiąca złotych na osobQ. 
Sprawni fizycznie chorzy mog
 
na prośbę gospodarza wykony- 
wać lekkie prace. 
Nadzór nad jednym z rejo- 
nów opieki domowej sprawuje 
pielęgniarka oddziałowa Kry- 
styna Maziarz. 
- Szkoda, żeby pacjenci ni '3 
mający ostrych objawów sie- 
dzieli w tych murach - kon- 
statuje. - Raz w tygodniu od- 
wiedza ich ktoś ze szpitala. Je- 
żeli stwierdzamy, że chory nie 
jest zadowolony, to anulujemy 
umowę. Jest dużo chętnych do 
zaopiekowania się naszymi pac- 


(dokończenie na str.3)
		

/Chelm800002_0001.djvu

			CZESłAW 'WAR DZIK 


"I 


(1914 -1919) 


W dniu 10 września 1979 
roku, o godzinie 5 rano 
zmarł Czesław Twardzik 
poeta, regionalista, 
działacz społeczny, związa- 
ny na trwałe z Chełmem 
i polską kulturą. 
Urodził się 15 lipca 1914 
roku we wsi Barki, w wo- 
jewództwie chełmskim. U- 
kończył szkołę średnią w 
Chełmie, a po. wojnie 
dwuletnie studium ekono- 
miczne w Krakowie. 
Zadebiutował w prasie 
w roku 1934, a w dwa la- 
ta później wydał tom 
wierszy pt. "Z pierwszych 
szczebli". 
Brał udział w drugiej 
wojnie światowej, w la- 
tach okupacji ukrywał się 
przed hitlerowcami i pisał 
patriotyczne wiersze pod 
psudonimem Stalbard. Z 
tego okresu pochodzą też 
piosenki partyzanckie 
komponowane przez Twar 
dzika (posiadał talent 
kompozytora) i partyzanc- 
ki dramat "Zielona rap- 
sodia" wydany w 1966 ro- 
ku. 


Wiele utwor6w poeta poświę- 

ił ziemi rodzinnej, uroczym 
pagórom chełmskim, miastu i 
osobistym refleksjom, często się- 
gającym okrutnym czasom mi- 
nionej wojny i dniom wyzwole- 
nia. W "Rapsodzie o ziemi lu- 
belskiej" pisał: 
Chełm zawrzał. Lipiec chrzęści. 
Lipiec płynie miastem. 
I pułkami walecznych melduje 
się: Jestem"! 
Już młody zecer Jacek radość 
łowi w kasztach - 
Czcionki które dziś jeszcze 
sfruną Manifestem... 


'O:' . 
....:0:.\ 


. .':':':': ":,". 
. 
.--. °'0 :::.'.:.:--"-'.' 


... ....J: 


:r.....:...:.:.:::::::::: 


:-:'. 
.

: ..,..: 


. ":':. 
::.' 


.::=:::::; 
":'
 


Szczególne znaczenie w tWór- 
czości Twardzika posiada tom 
sonetów "Być"" składający się z 
dwóch odrębnych cykli. Pierw- 
szy cykl nosi tytuł: "Psalmy 
buntownicze". Tworzą one wie- 
niec dedykowany K. A. Jawor- 
skiemu, autorowi "Więcierzy". 
W utworach tych Twardzik sta- 
nął zdecydowanie po lewej 
stronie barykady. Idąc śladami 
A. Mickiewicza i K. A. Jawor- 
skiego głosił ideę zjednoczenia 
narodów w jeden organizm pań- 
s twowy. Pisał: 
Już łączą się Słowi nie, 
ludy Europy, 
Aż jeden wspólny sztandar 
zjedna ludzkość świata. 
Ojczyzno, jakaś piękna i 
wielka bez. granic. 
"Psalmy buntownicze" napisa- 
ne były w latach 1936-1939. 
Drugi cykl sonetów pt. "Być" 
powstał w latach 1939-1944 i 
maluje walkę z niemieckim na- 
jeźdźcą. Tomik zamyka sonet 
pt. "Manifest". mówiący o naro- 
dzinach Polski Ludowej. 
Dwa ostatnie zbiory poetyckie 
"Tu ziemia woła człowiek" i 
"Grawitacje" sięgają tematyką 
do problemu niebezpieczeństwa 
wojny nuklearnej. Wizja niesa- 
mowitych zniszczeń i cierpień 


"CHEŁM-80" STR. 2 


Po WOJDle zajmował 
rozne urzędnicze stano
i- 
ska w Chełmie. Był dzia- 
łaczem rad narodowych, 
Frontu Jedności Narodu, 
aktywnym członkiem SD, 
zapa.lonym regionalistą, a 
przede wszystkim poetą. 
Wydal: "Próba hymnu" - 
1964, "Kształt ziemi" - 
1965, "List z planety nie- 
znanej" - 1965, "Zanim 
ucichnie" - 1969, "Być" 
cykl sonetów, 1969, 
"Majdanek przysięga" - 
1970, "Tu ziemia woła 
człowiek" - 1973, "Nuty 
serdeczne" - 1967, "Szop- 
ka" - 1965, "Fraszki" - 
1972 i szkic historigraficz- 
ny pt. "Od Platona do Le- 
nina" - 1970. 
Ponadto utwory Twar- 
dzika weszły do almana- 
chów: "Wiersze poetów 
chełmskich" - 1964, "An- 
tologia lubelskich poetów 
dwudziestolecia między- 
wojennego" - 1965, "AI- 
manach poetycki LKL" 
- 1966, "Nasza pieśń" - 
1967 i "Polska poezja wal- 
cząca" - 1974. 


odmalowanych w utworach 
"List z ziemi", "Majdanek" i 
"Homo sapiens" przestrzega 
przed zagładą, jest ludzkim wo- 
łaniem o pokój i szczęście ludzi. 
Poezje Czesława Twrdzika są 
potoczyste, dźwięczne, łatwe do 
deklamacji. Posiadają swoisty 
ton, jedynie Twardzikowi przy- 
należny. Trafnie ten ton odczy- 
tał i nazwał Zygmunt Mikulski 
określając go jako "liryzm re- 
j owsko- ra belaisows ki". 
Warto dodać, że Twardzik 
także miał upodobania muzyczne, 
co odzwierciedlają liczne jego 
wiersze i skomponowane pio- 
senki. 
Spore sukcesy odnosił poeta 
jako satyryk. Jego skecze, humo- 
reski i wiersze satyryczne dru- 
kowały "Szpilki" oraz wystawia- 
ły takie teatry kabaretowe jak 
"Buffo", ,Syrena", "Wagabunda" 
i "Czart". 
W roku 1936 na konkursie 
poetyckim na u twór żołnierski 
zdobył II nagrodę (Warszawa), 


rr 


WRAŻEN A 
J I J c.. 
Po przyjeździe do Chełma 
pierwsze miłe wrażenie. Sympa- 
tyczni ludzie, widząc moje za- 
gubienie, informują na jakiej 
stacji wysiąść, jak dotrzeć na 
ulicę Czarnieckiego. Wtedy, 
dźwigając ciężką torbę, posta- 
nowiłem zrozumieć przyczyny 
funkcjonujących opinii o ewen- 
tualnym prowincjonaliźmie mia- 
sta wojewódzkiego z awansu 
ale z bogatą historią i ambicja- 
mi, wywołuje u zatwardzial- 
szych mieszczuchów większych 
aglomeracji iron' 'zn' 
 . liechy 
i złośliwe uwagi. 
Starałem się zdobyć jak naj- 
więcej informacji dotyczących 
codziennego życia mieszkańców, 
ich problemów, kłopotów. Oka- 
zało się, że jest ich dużo, ale 
swoim zakresem tematycznym 
nie odbiegają od trapiących du- 
że miasta. Istnieją problemy 
wychowawcze z grupką mło- 
dzieży. Dowiaduję się o rodzi- 
nach rozbitych, w których naj- 
bardziej pokrzywdzone są dzie- 
ci. Jak w większości przypad- 
ków winę ponosi alkohol, a 
właściwie brak siły do walki z 
własnymi słabościami matek i 
ojców. Problem trudny i tra- 
piący naszą społeczność. 
Kolejne dni mojego pobytu w 
Chełmie przynoszą następne ar- 
gumenty pro i kontra zdania 
znajomego. 
W kawiarni czekam pół go- 
dziny na przyjęcie zamówienia 
przez kelnerkę a następnie po 
otrzymaniu lodów częściowo roz- 
puszczonych uiszczam należność 
z obawy przed stratą następne- 
go kwadransa tym razem już 
na zapłacenie rachunku. Innego 
dnia postanowiłem wraz z ko- 
legą nadrobić zaległości w wi- 
zytach w kinie. Ku naszemu 
zdziwieniu dowiadujemy się, że 
w mieście funkcjonuje tylko 
jedno kino "Zorza". Jest to wy- 
raźny regres w porównaniu z 
tym co było w okresie gdy 
Chełm był jeszcze stolicą po- 
wiatu. Były wtedy jeszcze dwa 
"Bałtyk" i "Kultura", a więc 
większa możliwość wyboru. Re- 
pertuar tego jednego obecnie 
działającego, mimo przyjemnego 
wystroju i niezłej akustyki, 
wskazuje że nie otrzymuje ono 
taśm :Umowych w pierwszej 
kolejności podziału. 


Przed przyjazdem do Chełma 
spotkałem znajomego, który do- 
wiedziawszy się o moim pla- 
nowanym wyjeździe, zareagował 
dyskretnym uśmiechem i stwier- 
dzeniem: "Prowincja, nic tam 
ciekawego, cztery ulice na 
krzyż z jedną główną, kawiar- 
nia i kilka restauracji. Nie zdą- 
rzysz je cze dobrze usiąść, a 
już masz na karku faceta, któ- 
ry chce cię naciągnąć na wód- 
kę". 
Dość często wyjeżdżając do 
miast, które zawdzięczają swój 
awans tradycji lub nowemu po- 
działowi administracyjnemu z 
roku 1975, spotkałem się z po- 
dobną opinią. Byłem zacieka- 
wiony i zarazem zafrapowany 
gdyż - w przypadku Chełma 
miałem do czynienia z dwoma 
tymi elementami. 


Jechałem więc z mieszanymi 
uczuciami. Zdawałem' sobie 
sprawę z subiektywnej oceny 
znajomego. Z drugiej jednak 
strony, w czasie swoich podró- 
ży po kraju, widziałem kłopoty 
nowych miast wojewódzkich z 
wyjściem z prowincjonalizmu. 
Starania ójców miast mogą dać 
rezultaty widoczne dop.' . p. 
kilku latach. 


a w roku 1966 otrzymał I na- 
grodę za reportaż "Mad e in 
Chełm" ufundowaną przez Pol- 
skie RadiQ w Lublinie. 
W dniu 11 września 1979 ro- 
ku odbył się pogrzeb poety. Nad 
mogiłą gromadzili się, obok ro- 
dziny, literaci, dziennikarze, 
przyjaciele, młodzież szkolna. 
Sekretarz WK SD Bogdan Bet- 
nat niezwykle wzruszająco mó- 
wił o życiu, twórczości i dzia- 
łalności poety, później przema- 
wiał Józef Wiesław Zięba - z 
Lubelskiego Oddziału ZLP i 
Piotr Pruss - przyjaciel poe- 
tów chełmskich. Potem mogiłę 
pokryły wieńce i. wiązanki 
kwia tów. . 
Serce Czesława Twardzika 
zgasło. Odszedł spośród żywych. 
Został) twórczość, zostały jego 
myśli i słowa zaklęte w dzieło, 
które nie umiera... Wiersze poe- 
ty będą nam towarzyszyć dzi- 
siaj, jutro i kiedyś... 


Longin Jan Okoń 


Sen 


o 


t 
.ł 
płonącej 


. 
oazie 


" 


Na zatrzaśniętych powiekach 
Tańczy brunatny pająk ł 
Niebo jest skrzydłem biedronki 
Niebo jest czerepem pełnym termitów 
Niebo jest łuską ichtiozaura 
Spryskaną krwią 
Dzikiego królika 
Pająk tańczy coraz goręcej 
A plamy płomieniami wyją 
Po grzbietach tęczowych dromaderów 
Zstąpił Stugłowy 
I pochodnią ze strusich piór 
J ąk wiosłem zapalił morze 
Zaczekaj 
Sam umrę na skrzydle 
odlatującego kolibra. 


D 


Jestem 


-I 


. 
niemy 


Słyszałem, jak rozmawiają kamienie, 
słyszałem, jak rozmawiają kwiaty, 
ziemia, 
powietrze, 
ogień i gwiazdy. 
Słuchałem przedziwnych opowieści. 
Wołały do mnie 
kamienie, ogień i gwiazdy: 
człowieku, przekaż, opowiedz, 
nie za trać. 
A ja bezradny niemowa 
rozpaczliwymi dźwiękami 
milczę ł 
hałaśliwie. 


\. 


b II 1.1 


. 
 


Kolejne spostrzeżenia doty- 
czą bezpośrednio obserwacji lu- 
dzi. Szczególną uwagę zwróci- 
łem na młodzież. Byłem zasko- 
czony jej dużą ilością krążącą 
po mieście jak gdyby bez celu. 
A przecież działają tutaj ośrod- 
ki, chodzi mi o Wojewódzki i 
Młodzieżowy Dom Kultury, któ- 
re powinny spełniać funkcję 
wychowawczą i integrującą 
młodych ludzi. Szczególnie ten 
pierwszy, efektowny i funkcjo- 
nalnie zbudowany. W sobotnie 
popołudnie kiedy powinien tęt- 
nić życiem i posiadać do wybo- 
ru kilka imprez, zaledwie garst- 
ka znudzonych młodych osób 
rozparła się wygodnie na fote- 
lach przed .telewizorem. 
Poza obserwacją dnia dzisiej- 
szego Chełma, starałem się od- 
szukać śladu najnowszej hstorii 
miasta. Na niczym się nie wy- 
różnającym budynku głównej 
ulicy miasta mała tablica z na- 
pisem "Muzeum PKWN".. Eks- 
pozycja mieści się w budynku 
na podwórzu. Oglądam w sku- 
pieniu obie części muzeum. Na- 
strój pogłębia jeszcze płynąca z 
taśmy magnetofonowej muzyka 
przeplatana wspomnieniami lu- 
dzi, z okresu gdy Chełm był 
namiastką naszej obec ej rze- 
czywistości. Fotografie, gazety, 
broń, odezwy. Prawie żywa lek- 
cja historii. Szkoda tylko, że 
bez uczniów. Zwiedzałem mu- 
zeum dość długo i nikt poza 
mną nie przekroczył wtedy 
progu tego gmachu. 
Być może dla mieszkańców 
miasta piszę o sprawach oczy- 
wistych, że sami ich nie do- 
strzegają. Człowiek obserwując 
na codzień pernamen tnie po- 
wtarzające się zjawiska przy- 
zwyczaja się do nich nawet 
wtedy gdy niosą one pierwiast- 
ki negatywne. Nie chciałbym 
być posądzony o moralizator- 
stwo ani o dostrzeganie tylko 
minusów. Ale tak już jest, że 
przede wszystkim sprawy kolą- 
ce oczy utrwalają nam się w 
pamięci. O pozytywnych można 
również mówić dużo. O rozbu- 
dowie miasta, o przychylnych 
ludziach, a przede wszystkim 
bogactwie drzemiącym we- 
wnątrz Ziemi Chełmskiej. Jest 
to ogro.tnna szansa nie tylko dla 
miasta, . ale dla całego regionu. 
Jeśli zostanie prawidłowo wy- 
korzystana to już w niedługim 
czasie znikną ironiczne uśmiesz- 
ki, gdy będę mówił o Chełmie. 


Sławomir Słociński 


STU t ENCKIE PR t C JEK'O 


(dokończenie ze str. 5) 


architektem - twórcą projektu 
stadionu. Trochę też żal zmar- 
nowanej okazji współdziałania 
obu Kół Naukowych - Archi- 
tektów i Budownictwa z Poli- 
techniki Wrocławskiej. 
Studentom zależy nie tylko 
na zaliczeniu praktyki, ale rów- 
nież na zapoznaniu s ię z wa- 
runkami swej przyszłej pracy. 
To wciąga. I głupia ambicja, 
żeby z przeciętnych materiałów 
wykombinować coś orgina1nego, 
niepowtarzalnego. 
, 


I NIE 


"Pod koniec sierpnia pożegna- 
li Krasnystaw. Wracali do 
Wrocłilwia ze świadomością, że 
wywiąza
5 się z honorowego obo- 
wiązku spo::'
ądzenia projektów 
technicznych. , pewnie zarów- 
no im, jak i s'tudentom archi- 
tektury żal, iż nie powstał ani 
jeden obiekt, w całości zapro- 
jektowany (architektonicznie 
plus obliczenia techniczne plus 
instalacja wodno-kanalizacyjna) 
przez studentów. Czy tylko dla- 
tego, że brak im uprawnień do 
asygnowania projektów własny- 
mi nazwiskami? 


Anna Rząsa 


, 

ł1
,
;'.:L
;

:
::;

:;\:'}
 
,
, .* ..,::'J\!

:/ <,,
:; .'. ';. ..) .. .. 
.... . . >:..::
>
;;
;. 

 ;!
 o : . 
1 , ' . ' . 
 . ; . : . '
 . r
 , :",'i . 
. ...
::; t $;; . 
. . ....:. -::':::":::'::.=-:-::?:';;=.>:" , " 
.' 
. "(;-'"::::':':.:::)(., . .'. ,'::
 .." . , ';':'.' ',' ...: " 
.... ,"; 


...... 
.. ." f . ; . '
 : 
i: . :/ 
 
;:


::. .. ;:'. 
 l :':'< '.', , , . 
. 0... 0.":':' .:......:...:...., .... , 4 : 
cj.i
:J
T
:". -:
>: 
<':':::':J1\
\" 


." .
:.:. 


. "'
>
i
;/
::'
:
:'::. .' 0/, 
o v.;. 
.
,.- 
?"
u, \ A 
.., 
.. - 
. 



". ."
		

/Chelm800003_0001.djvu

			(dokończenie ze str. 1) 
jentami. Więcej mz chorych, 
których stan zdrowia pozwala 
na opuszczenie szpitala. 
*** 


W obejściu Łukaszuka dwa 
domy. Jeden stary od drogi, za 
nim nowy - jeszcze nie wy- 
kończony. W głębi stodoła, obo- 
ra i komórka. Za płotem męż- 
czyzna w drelichowym ubraniu 
ciągnie wodę ze studni sąsiada. 
- Dużo roboty. Robię wszy- 
stko to co gospodarze w polu. 
Cały dzień... Gdybym miał wró- 
cić do szpitala to bym wrócił... 
Ale tam się przy krzy. 
W izbie dwa szpitalne łóżka, 
stara szafa i stół nakryty ce- 
ratą. W ciągu ostatnich kilku 
lat przewinęło się tutaj kilku- 
nastu. Jeśli się któryś nie na- 
dawał, wracał do szpitala. 
Niech pan przyjmie trzech, 
czterech, taki duży pokój 
napraszał się lekarz podczas 
wizyty. Wzięli w końcu dru- 
giego. 
- Do pracy ich nie naga- 
niam. Gospodyni stara się ukryć 
zaniepokojenie. Niewiele 
umią robić. Chociaż wody na- 
ciągną. Może i oni są chorzy, 
bo jeden coś kaszle. Na nich 
jest dużo wydatków: papierosy, 
opał, jedzenie. Ten, to nie wi- 
dać, że nie normalny . Ale jego 
to chyba rodzina nie chce trzy- 
mać. Krewni go nie odwiedza- 
ją. Przedtem miałam takiego, co 
stale go coś nachodziło, to i za- 
brali do KazimierzQwki. Te 
dwa spokojne. Co im Się każe, 
to zrobią... 
Od Łukaszuka niedaleko do 
domów Pietrzaka i Zwierzchow- 
skiego. Niemalże po sąsiedzku 
zagrody Budki i Orysza. U 
wszystkich zamieszkują od daw- 
a pacjenci. 
- Ja tam nic do Pietrzaka 


nie mam - mówi sąsiadka - 
ale powiem prawdę. Oni gorzej 
robią od parobków. Przywiozą 
ich na pole i porozkazują. Sami 
idą do domu, a chorzy robią, 
jak te głupie. Ja bym tam do 
siebie ich nie chciała, po co 
wykorzystywać innych, kiedy 
mogę zrobić sama. Powinni ich 
zabrać z powrotem, co się mają 
męczyć. Każdy to powie. 
- Widziałam dopiero co, jak 


Łukaszukowa zdążyła tymcza- 
sem zaprząc konie. Jedzie z 
podopiecznym w pole. 


*** 


Zagrodę Pietrzaków wyróżnia 
stojący przy bramie blaszany 
garaż. Za niedługo będzie dru- 
gi, zięć remontuje właśnie sta- 
rą "Syrenę". Na podwórzu stoi 
też świeżo pomalowany traktor. 


jentkami. Gospodarstwo przeka- 
zali już synom. Zostało im nie- 
całe 2 hektary, a i te myślą od- 
dać z wiosną. Z dobytku mają 
tylko konia i czworo prosiąt. 
Pukasowie żyją głównie z ren- 
ty i pieniędzy - należnych za 
opie
ę nad chorymi. . 
Kobiety siedzą bezczynnie na 
murawie, albo też przechadzają 
się w sadzie. Spędzają tak dzień 
za dniem. 


spokojni. Dawniej to tu zabie- 
gi robili, wstrząsy i tak dalej 
szkoda gadać! Ile siwych 
włosów z tego mam. Aby tylko 
do emerytury. 
- Za te pieniądze co gospo- 
darzom płacą, można by drugi 
budynek postawić i chorzy wte- 
dy nie męczyliby się tak. Na 
terenie zakładu są możliwości 
stworzenia lepszych warunków 
pracy. Lekarz w zależności od 


UP; PAN ,WARIATA 


jechała rowerem magazynierka' 
ze szpitala i chodziła do tych, 
co mają chorych. Pewnie im 
przykazała, żeby nic złego nie 
mówili. 


*** 


Dróżka od szosy przez zanie- 
dbany sad. Drewniana chałupa, 
w której mieszka 85-letnia mat- 
ka i murowaniec - już przez 
zięcia zbudowany. W pokoju 
chorego dwa łóżka, na jednym 
sypia niekiedy gospodarz. 
- Nie narzekam, jeść dadzą, 
spanie też dobre. Pracuję od 
rana do wieczora, ale przynaj- 
mniej się nie nudzi. Tę obórkę 
to żeśmy z gospodarzem wymu- 
rowali. Dają mi sto złotych co 
miesiąc, a papierosy to synowie 
mi przywożą z miasta, po 20 
paczek. To razem je z gospoda- 
rzem wypalimy. Była tutaj ma- 
gazynierka ze szpitala, z.. gospo- 
dynią rozmawiała. 
- A co, chory nie skarżył 
się? 
 dopytuje się Zwierz- 
chowska. - Nie, nie było tu 
nikogo ze szpitala. 


Jak mawia Pietrzakowa, dwaj 
pacjenci mało co robią. Czasa- 
mi tylko buraczanych liści na- 
rwą. \ \. 
- Pokoik mamy lepszy niż w 
szpitalu. Radio też jest. Tylko 
jedzenie w zakładzie było lep- 
sze. Roboty jest dużo, spać nie 
dadzą. O szóstej rano trzeba 
wstawać bydło oporządzić. Dzie- 
więć krów i trzy cielęta. W cza- 
sie dnia nie można się położyć 
bo gospodarz ciągle goni do ro- 
boty. Robimy wszystko w polu. 
Dopiero w zimie można odpo- 
cząć. 
- Była tu dzisiaj jedna ze 
szpitala i przykazała nam, że- 
byśmy mówili, że jest nam do- 
brze. Bo inaczej wezmą nas z 
powrotem. 
U gospodarzy w Chojnie No- 
wym, Lipnikach i Chojnie Sta- 
rym przebywają także kobiety. 
Są mniej sprawne od mężczyzn. 
Stąd ich praca ogranicza się do 
sprzątania domu i obejścia, 
ewentualnie przygotowania po- 
siłków. 
Franciszek Pukas z Lipnik 
wraz z żoną, opie
ują się pac- 


DZIEŃ DRUGI 


U Łukaszuka dwóch pacjen- 
tów wyładowuje furę torfu. Je- 
den zrzuca widłami z wozu, 
drugi układa brykiety w stertę. 
Co raz ocierają pot z czoła. 
Podopieczny Zwierzchowskie- 
go grabi siano. Wyschło na 
pieprz. Trzeba zwieźć z pola. 
póki dobra pogoda. 
W zagrodzie Pietrzaka ruch. 
Dopiero co z łąki wrócili. Jeden 
z chorych utyka na nogę. Pa- 
nicznie boi się zastrzyków. To 
też do szpitala po radę nie pój- 
dzie. Zresztą gospodarz sam go 
od tego odwodzi. Po obiedzie 
jadą grabić siano. 


*** 


- Warunki na wsi mają cho- 
rzy fatalne. Harują jak woły do 
dziesiątej wieczór. Ludzie wy- 
korzystują ich jak tylko-mogą. 
W szpitalu też nie jest najle- 
piej. Wiem to, bo pracuję w 
nim jako salowa już kilkana- 


'. 


sCle lat. Teraz to chorzy są 
samopoczucia pacjentów zezwa- 
lałby na wysiłek fizyczny... 
- Ale u nas to każdy patrzy 
tylko na swoje. 


To jest darmowa si- 
ła robocza - komentuje 
dwóch mężczyzn idących 
drogą. Weźmie trochę 
smalcu i chleb obetrze. 
Chętnych co by ich wzię- 
li jest do cholery. Oni ro- 
bią jak Murzyni, po pięt- 
naście godzin. Weźmie ta- 
ki trzech i jak nic dwa 
hektary buraków obrobią. 
A jeszcze trzy tysiące od 
państwa dostanie. 


Janusz Kniaźnikiewicz 
Cezary Bukowski 


(dokończenie ze str. 1) 
gospodynie ujawniły swe po- 
mysły w dziedzinie wypieku 
ciast. Obecność panów fetują- 
cych od rana święto procento- 
wymi używkami nadaje charak- 
tery
tycznego kolorytu całej, 
imprezie. 


O bszerna sala. z rzędami 
krzeseł. Za prezydialnym 
stołem siedzą władze. Bły- 
ski fleszów oraz obecność przed- 
stawicieli radia i prasy dodaje 
powagi uroczystości. Główni 
bohaterowie, seniorzy rolniczych 
rodzin siedzą w pierwszych rzę- 
dach, świadomi, że ich uczest- 
nictwo w spotkaniu jest podsu- 
mowaniem przebogatego roz- 
działu życia. Całe '- życie prze- 
pracowali na swych - gospodar- 
stwach, znają wartość ziemi. 
Myślą o minionych czasach. 
Pełna symboliki scena przekaza- 
nia ziemi przez pięciu ojców 
swym synom. Efekt tegorocz- 
nych zbiorów w postaci uświę- 
conego tradycją chleba zostaje 
przekazany tym, którzy od tej 
pory stali się pełnoprawnymi 
gospodarzami tej ziemi. Uro- 
czyste dekorowanie medalami, 
wręczenie kwiatów, podzięko- 
wania, wzruszenie, łzy... ""-- 


Sala pustoszeje, ostatnie zdję- 
cia, wywiady. Przy wyjściu 
spotykam Czesława Cyfrę z sy- 
nem - jedni, z tych, którym- 
poświęcone było spotkanie. Ży- 
ciorys ojca typowy. Wojenne 
losy rzucają go do Niemiec, 
gdzie pracuje w gospodarstwie. 
Wyzwolenie i nowa sytuacja za- 
skoczyły go. Chciał jechać do 
meryki, bo tam podobno ła- 
twiej. Wah2 się, wreszcie w 
czterdziestym szóstym decydu- 
je L. wraca do Polski na zie- 
mię chełmską. Zaczyna od 8 ha. 
W tej chwili ma ich 16. W 1975 
poważnie choruje. Nie wyleczył 
się całkowicie. Ma trudności z 
wymową i pamięcią. Otrzymuje 
rentę. 
W ostatnich latach coraz wię- 
cej obowiązkóW spada na syna. 
Buduje oborę, rozwija gospo- 
darstwo. Jest pełen optymizmu 
i planów na przyszłość. Chce się 
przestawić na uprawę pasz i 
hodowlę bydła. Marzy o no- 
wym domu, pragnie żyć lepiej, 
doceniając jednak dorobek oj ca. 
Zbigniew ubrany jest w strój 
ZSMP. Tutejsza organizacja 
członkiem. Tutejsza organizacja 


, 


. 
DOZYNKOWE 


Je 


QUI PRO QUO 


nie jest naj gorsza, ale przecież 
na tego rodzaju imprezach nie 
zaszkodzi pokazać jej szeregów. 
P rzed drzwiami obszernej 
sali gwar i zamieszanie. 
Zaaferowana dziewczyna 
układa legitymacje kandydackie 
PZPR, karty praw i obowiąz- 
ków młodego rolnika, ustala 
kolejność wystąpień mówców. 
Na twarzach jednych napięcie. 
skupienie i zaangażowanie, resz- 
ta przyszła tylko poasystować., 
Wszyscy w białych koszulach i 
czerwonych krawatach. Na sali 
przodownicy pracy. Między sto- 
łami przechodzą fotoreporterzy 
i radiowcy. Jesteśmy świadka- 
mi wręczania odznaczeń im. J. 
Krasickiego, legtymacji kandy- 
dackich PZPR. U ściski dłoni, 
gratulacje, zażenowanie. 
Przemówienia. Wypowiedzi 
pięciu mówców. Pełne liczb, cy- 
fr, danych. Tchną optymizmem 
i wiarą w swe możliwości. Tylko 
starszy mówi powoli, dobitnie. 
Wypowiedź stonowana, nie tak 
optymistyczna, widząca braki i 
niedociągnęicia. Przemawia przez 
niego mądrość życiowa człowie- 
ka doświadczonego, chłopska tro- 
ska o ziemię i plony. 
W pełnym słońcu do amfi- 
teatru podchodzi korowód 
niosący barwne wieńce 
dożynkowe. Są przebogate, przy- 
strojone kwiatami, kłosami zbóż, 
słonecznikami
 owocami, warzy- 
wami, upstrzone kolorowymi 
wstążkami. Nad wszystkimi gó- 
ruje najdostojniejszy z herbem 
Chełma. Staropolski obrzęd kul- 
tywowany przez przodków i dziś 
jest aktualny, nawet w opra- 
wie wzmacniaczy, kolumn i ca- 
łego sprzętu radiotechnicznego. 
Dożynki podsumowały tego-' 
roczną akcję zmwną. Sowicie 
sypią się nagrody, podsumowa- 
nia, podziękowania, zobowiąza- 
nia. Nie naj młodszy już .członek 


ZSMP czyta raport o dokona- 
niach młodzieży w kampanii.' Z 
głośników płyną strofy wierszy 
Broniewskiego. Przydługą uro- 
czystość kończy występ zespołu 
"Głusk", który dopiero co, jak 
głosi fama, wrócił z RFN. 
K toś nas' znowu potrącił: 
Deski amfiteatru okazują 
się być zbyt małe na tę 
ilość ludzi. Tłum jak wezbrana 
fala co raz to ktoś spycha na 
piasek. Nie chcąc być gorszą 
kategorią bawiących się, popy- 
chają, włażą na schodki by być 
bliżej mechanicznych dźwięków. 
Dyskoteka w pełni. Rock and 
roll splata się tu ze wspomnie- 
niami niedawno odbytej dożyn- 
kowej fety. Czerwone twarze, 
spocone ciała, szalone tańce. 
Zabawa ludowa przy dźwiękach 
muzyki płytowej i krzyków 
disc-jokeya. Widać - czasy się 
zmieniają. Tradycyjne wyobra- 
żenia nie zgadzają się z dzisiej- 
szą rzeczywistością. Grunt je- 
dnak że wszyscy dobrze się ba- 
wią. 
Zapał tańczących przerywa 
dźwięk wozów strażackich. Za- 
jeżdżają z' piskiem przed stosy 
palących się opon. Miejsce akcji 
staje się teatrem, gdzie aktorzy 
grają swoje role lepiej lub go_o 
rzej. Przysłowiowa strażacka 
sprawność nie idzie w parze z 
wiadomościami teoretycznymi. 
Strach pomyśleć o sytuacji ana- 
logicznej, ale rozgrywającej się 
w nieznającej kompromisów 
rzeczywistości. Szczęściem to 
tylko pokaz. 
W ystawa sprzętu rolniczego 
i płodów rolnych okolicz- 
nych gospodarzy. Ogrom- 
ne kartofle, potężne dynie, do- 
rodne kłosy, wielkie tarcze sło- 
neczników wzbudzają zaintere- 
sowanie, często zazdrość. Naj- 
większą popularnością cieszą się 
maszyny rolnicze i techniczne 



 
nowinki. Męska część wierzbic- 
kiej społeczności ogląda dojarki, 
kosiarki, pługi zgrzytając zęba- 
mi patrzą na elektryczne ogro- 
dzenie nie pozwalające bezbole- 
śnie niczego dotknąć. Ale naj- 
większą sensację wzbudza no- 
we dziecko polskiego przemysłu 
- ciągnik powstały w koope- 
racji z brytyjską firmą Massey- 
-Ferguson. Coraz to ktoś wsia- 
da na miękkie siodełko, kręci 
kierownicą, przekładniami, na- 
ciska guziki, pf'óbuje urucho- 
mić. Przypomina to zabawę 
dziecka zafascynowanego me- 
chanizmem zabawki. Chwalą 
pod niebiosa, ktoś przedkłada 
wysłużone Ursusy, inni nawołu- 
ją do cierpliwości i rezerwy w 
wydawaniu opinii do chwili 
wyjścia ciągników w pole. Je- 
den z olśnionych posunął się 
nawet do propozycji wymiany 
samochodu (którego nota-bene 
nie posiada) na tenże ciągnik 
(którego jeszcze nie otrzymał). 
Na biało ubrany prezenter 
przedstawia kolejną kreację 
prezentowaną przez spacerują- 
cego na deskach amfiteatru mo- 
dela. Tłum ludzi zaaferowany 
nielada atrakcją. Bo przecież 
nie często pokazy mody goszczą 
w gminach. Trzeba podziwiać 
krasomówcze popisy i wyobraź- 
nię prowadzącego pokaz. Chcesz 
być modnym? Ubieraj Sę w bi- 


stor, koszmarne koszulki, sztam- 
powe kurteczki, przecenione ko- 
stiumy. Najmodniejszy zestaw 
kolorów - gryzący. W intencji 
tego rodzaju pokazów leży kszta- 
towanie gustów odbiorców. Ty- 
le tylko, że nawet najmniej wy- 
brednych nie można zadowolić 
bublami przemysłu odzieżowego. 
Czujemy niedosyt. Czegoś nam 
brakuje. Rozglądamy się. Wresz 
cie jest. Najpierw był alkohol, 
potem przyjaźń L. spięcie, obel- 
gi, niedwuznaczne gesty. Wresz- 
cie jeden nie wytrzymuje. Ude- 
rza. Tamten się zachwiał, jed- 
nak oddał. Jeszcze raz ponowił 
atak. Regularna wymiana cio- 
sów. Zapowiada się ładna tech- 
niczna walka. Jeszcze chwila i 
w ich rękach błysną ostrza no- 
ży. Ale nie - sprawiają wszy- 
stkim zawód. Bez żadnej ze- 
wnętrznej przyczyny padają so- 
bie w objęcia. Wymiana cału- 
sów. Znowu dobrze, znowu 
przyjaźń, kolejna wódeczka i 
zabawa. 
Powoli plac pustoszeje. Koniec 
pełnego dnia wrażeń. Pozosta- 
ną wspomnienia, no i oczy- 
wiście milion złotych przeka- 
zanych gminie. Wypada tylko 
powiedzieć: d o z o b a c z e- 
n i a w p r z y s z ł y m rok u. 
Bożena Czuban 
Janusz Kania 


A nam jest szltoda lata. 


'J 
II 


"CHEŁM-80" STR. 3
		

/Chelm800004_0001.djvu

			.. 
I 
I 
\ 


(CZAS 


" 
POD SUMOWA N 
i - 



 


W ciągu trzech, wakacyjnych 
miesięcy przebywało w 
woj. chełmskim 5600 stu- 
dentów ze wszystkich nie- 
mal środowisk akademic- 
kich, najwięcej zaś z białostoc- 
kiego, rzeszowskiego, warszaw- 
skiego i wrocławskiego. W 
ramach zgrupowania brygad 
· pracy funkcjonował także Mię- 
dzynarodowy Obóz Pracy "In ter 
- Chełm-80", którego uczestni- 
kami byli studenci zagraniczni 
studiujący w Polsce oraz z kra- 
jów socjalistycznych w liczbie 
ponad 500 osób. Oprócz grup z 
I ZSRR, NRD, Czechosłowacji, 
Bułgarii i Węgier, w Chełmie 
przebywała 100 - osobowa grupa 
l' Wietnamczyków studiujących na 
polskich uczelniach. Ich pobyt 
na Akcji miał szczególną wymo- 
wę. Pracowali tu bowiem na 
rzecz ofiar chińskiej agresji na 
północne regiony ich kraju. 
Podstawową formę działalności 
wakacyjnej stanowiły Studenc- 
kie Brygady Pracy w Przemyś- 
le i Budownictwie, w których 
uczestniczyła grupa blisko 2,5 
tysiąca osób. Znalazły one za- 
trudnienie na terenie całego 
niemalże województwa chełm- 
skiego. Najszerzej zakrojony 
front pracy przygotowały Cheł- 
mskie Przedsiębiorstwa Budo- 
wlane, zatrudniające w ciągu 
minionych miesięcy 401 studen- 
tów oraz Przedsiębiorstwo Bu- I 
downictwa Rolniczego w Cheł- 
mie, w którym pracowała grupa 
344 osób. 
Ponadto studenci znaleźli zatru- 
dnienie w takich zakładach pra- 
cy, jak Wojewódzkie Przedsię- 
biorstwo Gospodarki Komunal- 
nej i Mieszkaniowej, Wojewódz- 
kie Przedsiębiorstwo Budownic- 
twa Komunalnego, Cukrownia 
Krasnystaw, Wojewódzka Spół- 
dzielnia Mleczarska. Miejski Za- 


IWONA LISEK 


rząd Dróg i Mostów, W<;>jewó- 
dzka Spółdzielnia Ogrodniczo- 
Pszczelarska czy wreszcie Rejon 
Dróg Publicznych. 
W większości studenci praco- 
wali na obiektach, które w zna- 
cznym stopniu zostały wykona- 
ne lub wykończone ich własny- 
mi siłami, m.in. przy budowie 
obiektów inwentarskich, pra- 
cach wykończeniowych w budo- 
wnictwie mieszkaniowym, inwe- 
stycjach drogowych. 
W tym samym okresie w rol- 
nictwie chełmskim pracowało 
816 studentów akademii rolni- 
czych w charakterze traktorzy- 
stów, kombajnistów i przy napra- 
wie sprzętu mec;:hanicznego. 
. Wśród 28 przedsiębiorstw, za- 
trudniających brygady rolnicze, 
największy zastrzyk nowych sił 
otrzymały SKR-y i Rolnicze 
Spółdzielnie P,odukcyjne. Przy- 
jęły one blisko 50% młodych ro- 
lników, często o wysokich już 
fachowych umiejętnościach. 
Rekompensatą za trudne nie- 
rzadko warunki, w jakich przy- 
szło im pracować, były zarobki 
wahające się w granicach od 2 
do 6 tysięcy złotych. 
Zresztą średnie płace wszyst- 
kich brygad pracy nie spadały 
poniżej 2,5 tys. zł, a niekiedy 
nawet przekraczały kwotę 4 ty- 
sięcy w systemie akordu zry- 
czałtowanego. 
Prace wykonane przez stu- 
dentów zarówno w ramach bry- 
gad w przemyśle i budownict- 
wie, jak również brygad. rolni- 
czych, przyniosły wymierne e- 
fekty ekonomiczne o dużym zna- 
czeniu dla dalszego rozwoju 
województwa chełmskiego. Łącz- 
na wartość robót wyniosła oko- 
ło 60 mln zł. 
Niemniej ważnym i nieodłą- 
cznym elementem Akcji była 
działalność studenckich kół nau- 


.,CHEŁM-BO" STR. 4 


kowych. W różnych zakątkach 
ziemi chełmskiej przebywało w 
czasie tegorocznych wakacji 400 
studentów na 27 obozach nau- 
kowych. Program podjętych 
przez nich prac naukowo-bada- 
wczych stanowił kontynuację 
badań, rozpoczętych już w la- 
tach poprzednich i obejmował 
przede wszystkim pięć podsta- 
wowych problemów badawczych
 
1) zagospodarowanie przestrzen- 
ne Pojezierza Łęczyńsko-Wło- 


dawskiego (tu na szczególną 
uwagę zasługuje prowadzona 
od trzech lat działaność Koła 
Architektów z Politechniki 
Łódzkiej), 
2) Miasto Chełm (m.in. projekt 
szaty roślinnej starówki cheł- 
mskiej), 
3) Kombinat Cementowy, w ra- 
mach zaś tego zagadnienia 
projekt zagospodarowania rol- 
niczego strefy ochronnej wo- 
kół kombinatu, opracowany 
przez Koło Naukowe Rolni- 
ków z SGGW - AR Warsza- 
wa, 
4) Czynniki społeczno--gospodar- 
czego rozwoju województwa 
chełmskiego, wreszcie 
5) Rewaloryzacja Czworoboku 
Śród rynkowego we Włodawie, 
nad którym to problemem 
pracowali m.in. architekci i 
budowniczowie z Politechniki 
Warszawskiej. Do Chełma za- 
witali również psychologowie 
z Uniwersytetu Wrocławskie- 
go, prowadzący badania nad 
rrieszkańcami miasta i uczest- 
nikami Akcji w związku z ich 
postawami społecznymi i sy- 
stemem wartościowania. 
Nie byłby to pełny obraz tego, 
czym była w tym roku Akcja 
Chełm-80, gdyby nie wspomnieć 
o dział
lności kulturalnej, pro- 
pagandowo-szkoleniowej czy 
wreszcie o rekreacyjno-sporto- 
wej. 


I tak o oprawę działań kultu- 
ralnych na odpowiednim pozio- 
mie dbały kolejno ekipy najle- 
pszych klubów studenckich z 
Krakowa, Warszawy i Łodzi, 
organizując różnorodne imprezy 
rozrywkowe dla mieszkańców 
miasteczek, zarówno w Chełmie, 
Krasnymstawie oraz we Wło- 
dawie, czy też zapraszając na 
występy studenckie grupy mu- 
zyczne i wokalne. W ten oto 
sposób uczestnicy Akcji, a zwła- 
szcza "zerówkowicze", czyli ci 
dopiero po egzaminach wstęp- 
nych, mieli okazję usłyszeć, być 
może po raz pierwszy, takie ze- 
społy, jak: Gold Washboard, 
Extra BaH, Exod us, Pod Budą, 
Wały Jagielońskie, Wolna Grupa 
Bukowina; piosenkarzy takich, 
jak: Adamiak, Poniedzielski, 
Chyliński, Wołek, Kaczmarski; 
wreszcie kabarety: Protekst, De- 
legaci czyli Żegnajcie Chłopcy. 
Obok wyżej przedstawionej 
działalności klubowej program 
działań kulturalnych obejmował 
nadto imprezy plenerowe, war- 
sztaty twórcze, organizowane 
przez studentów szkół plastycz- 
nych i muzycznych m.in. z Wa- 
rszawy, Gdańska, Łodzi i Kato- 
wic. 
W okresie lipca działał rów- 
nież Dyskusyjny Klub Filmowy. 
W ramach cyklu filmowego pt. 
,,20 filmów tworzy historię naj- 
nowszą . kina polskiego" można 
było przykładowo zobaczyć "Ba- 
rwy ochronne", "Człowieka z 
marmuru", a także "Przepra- 
zsam, czy tu biją". 
Równie szeroko zakrojona by- 
ła oprawa propagandowo-szko- 
leniowa Akcji. Obejmowała ona 
takie działy jak: radio, prasa, 
sekcja fotograficzna. 
W pracach redakcyjnych przy 
tworzeniu kolejnych numerów 
jednodniówki "Chełm-80" oraz 
"Biuletynu Inforacyjnego", we- 
wnętrznego wydawnictwa Ak- 
cji, uczestniczyli dziennikarze 
studenccy z Klubów Dziennika- 
rzy Stu enckich z Poznania, 
Rzeszowa i Katowic. 
Z kolei Centralne Studio Radio- 
we emi towało codzienny pro- 
gram radiowy za pośrednictwem 
połączeń telekomunik cyjnych. 


Słuchaczami audycji przygoto- 
wywanych w studenckim studio 
byli nie tylko uczestnicy Akcji, 
ale również mieszkańcy miast, 
w których znajdowały się bazy 
namiotowe. Twórcami radia 
"Akcyjnego" byli podobnie jak 
w ekipie prasowej, młodzi dzien- 
nikarze ze środowisk poznań- 
skiego i rzeszowskiego. 
Podobnie odpowiedzialne za- 
danie miał w Akcji zespół szko- 
leń, który prowadził dla uczest- 
ników cykl spotkań na temat 
bieżących problemów społeczno- 
gospodarczych i politycznych 
kraju i co jest szczególnie ważne 
dla tych, których dopiero czeka 
start na studia, na temat głów- 
nych kierunków działań SZSP. 
Dużym powodzeniem cieszyły 
się wśród studenckiej społecz- 
ności turnieje sportowe i wycie- 
czki po ziemi chełmskiej, pro- 
ponowane przez organizatorów 
sportu i turystyki z AZS Kato- 
wice. Dzięki nim również przy- 
gotowany został kurs na prawo 
jazdy, w którym wzięło udział 
ponad stu amatorów czterech 
kółek. 
Tak w wielkim skrócie można 
by podsumować tegoroczny etap 
Studenckiej Akcji Chełm-80, je- 
żeli chodzi o wkład studentów 
w pomnażanie i rozwój nowych 
zasobów gospodarczych ziemi 
chełmskiej. Pozostawili tu doro- 
bek mierzony niebagatelnymi 
efektami ekonomicznymi wynie- 
śli zaś, miejmy nadzieję, nieza- 
pomniane wrażenia z pobytu na 
jedynej w swoim rodzaju Stu- 
denckiej Akcji Chełm-80. 
Iwona Lisek 


Autorzy zdjęć: 


Tomasz Żuk 


Waldemar Kabudzki 


Andrzej Bednaruk 
W. Dobrzański
		

/Chelm800005_0001.djvu

			udowę Państwowego 
Gospodarstwa Rolnego 
w Iłowej rozpoczęto 
w kwietniu 1977 roku. 
Niezwyczajna to inwe- 
stycja. Kierownik Chmielewski 
podkreśla co raz, że wznoszo- 
. na' pod jego okiem owczarnia 
to pierwszy i jedyny jak do tej 
pory i na tę skalę obiekt w 
.Polsce. Ba, nowoczesny, jak tyl- 
ko być może nowoczesna ow- 
czarnia bezściółkowa, oparta na 
rusztach. Zmechanizowana. 
- Gdzie indziej, proszę pani, 
to się obornik widłami usuwa. 
A u nas i to zmechnizowane 
będzie - dorzuca z zapałem 
kierownik. Metalowa łyżka 
'Wzdłuż koryta pobiegnie, raz i 
ąrugi i wszędzie czyściutko. 
. Wybetonowane, o spadzistym 
podłożu stanowiska dla owiec. 
Pośrodku dół odpływowy. Meta- 
lowe drabinki oddzielające je- 
dną zagrodę od drugiej. Wyso- 
kie przestrzenne hale, okienka 
w górze, ramy pobielone. 
Dziewczęta ze studenckiej bry- 
gady pracy na drabinie stoją i 
uważnie pędzelkiem pociągają 
ramy okien. Farby brakuje. Nie, 
szarą nie będziemy malować- 
decyduje kierownik Chmielew- 
ski. - Tylko białą. Poszukaj 
no w magazynie - dorzucą i 
czeką na efekt poszukiwań. 
Pozytywny. 
Chłopaki dziewczynom nie za- 
zdroszczą. Pewnie, że przy jem- 
mniej z wiaderkiem po budo- 
wie biegać i pędzelkiem ma- 
chać. Czysta robota, pmyślałby 
kto gdyby nie umorusane far- 
tuchy dziewcząt. Ale nie za- 
zdroszczą im tej "czystej" robo- 
ty. Bo wolą bardziej odpowie- 
dzialną pracę. Na przykład mie- 
szanie zaprawy cementowej do 
wybetonowania podjazdów do 
każdej owczarni. Jest ich w su- 
mie osiem. W każdej stanowi- 
ska obliczone na tysiąc owiec. 
Razem, jak wykazuje prosty ra- 
chunek, osiem tysięcy sztuk bę- 
dzie. Robota więc dokładnie 
musi być zrobiona. Bez obijania 
się. No tak, tylko, żeby beto- 
niarka była sprawna. A i ce- 
męnt też by się przydał. 


B 


*** 


- Co cement? 
- Zostało dziesię
 worków, 
zabraknie im przecież do faj- 
rantu: 
- Na co im cement bez be- 
toniarki? 
- W taczkach mieszają. 
- Będzie dopiero jutro. Musi 
starczyć. 
- Więc cementu nie będzie? 
- O rany, jak zabraknie, pój- 
dą ziemię wyrównywać... i wy- 
rzucać kamyki z klombu jak 
wczoraj, za pięćdziesiąt groszy 
za metr kwadratowy. 
- Ktoś to przecież musi zro- 
bić i tak. 


*** 


Kierownik ze stoickim spoko- 
jem wyjaśnia tajemnicę psują- 
cych się betoniarek. Stare są, 
to prawda. Ostatnio potrafiły 
się psuć trzy razy w ciągu 
dwóch dni. To nie bagatelka. 
J ak się zaś łyżka, to jest, mó- 
wiąc fachowo mieszadło urwie, 
to i cztery godziny postoju mu- 
rowane. Czy są nowe na skła- 
dzie? Owszem, są. Ale problem 
jest w czym innym. Tu kierow- 
nik z lekkim półuśmiechem, acz 
stanowczo stwierdza: 
- Betoniarki się psują bo 
pracują przy nich ludzie, któ- 
rzy się na tym nie znają. Na 
przykład studenci. Nowych więc 
nie ma sensu dawać. 
I nie ma sensu zadawać no- 
wych pytań. Kółko się zamknę- 
ło. Dobrze chociaż, że elektryk 
i mechanik już na stałe są tu 
zatrudnieni. Bo jeszcze przed 
miesiącem to ogromne kłopoty 
z nimi były. Do każdej usterki 
dzwonić trzeba b!>ło, a i to 
człowiek nie miał pewności, 
przyjdzie, czy nie przyjdzie. Te- 
raz obejdzie się bez czyjejkol- 
wiek łaski. Jeden tylko pro- 
blem jest poważny - to ciągłe 
przerwy w dostawie energii 
elektrycznej. . 
- Ale to już czynnik obiek- 
tywny - szybko dodaje kie- 
rownik Chmielewski. - I od 
nas niezależny. Tak, elektryk 
jest, mechanik jest, na stałe. 
Prąd też jest - od czasu do 
czasu, jak popadnie. 
- A co będzie z mechaniza- 
cją bez prąd u? 
Pytanie zostaj e bez odpowie- 
dzi. Bo swój plan kierownik 
wy kona z całą pewnością. Ma 
ambicję ukończyć pracę na fer- 
mie owczej przed upływem te- 
go roku. . 
- Czyli kilka miesięcy przed 
terminem - podkreśla z dumą. 
Przyczyna jest prosta. 
- To pole kukurydzy, które 
rośnie tam za górą piachu, wie 
pani gdzie? (Wiem, wiem bo 
tam znajduje się coś, co w pier- 
wotnym zamyśle za wychodek 
służyć miało) - więc tam wła- 
śnie kukurydza na paszę dla 
owiec ma być przeznaczona. I 
jeszcze w tym roku chciano by 
ją zebrać. Bo obrodziła pięknie. 
Silosy na kiszenie - ogromnych 
rozmiarów niecki - też już go- 
towe. Można by więc ruszyć z 
hodowlą. 
- No i - tu znów półżarto- 
bli wy uśmiech - premię za to 
dostanę. Za przedterminowe za- 
kończenie budowy mianowicie. 


*** 


Studencka Brygada pracy z 
Politechniki Wrocławskiej to w 
opinii kierownika najlepsza gru- 
pa studentów, zatrudnionych 
przez Przedsiębiorstwo Budow- 
nictwa Rolnego w Chełmie i 
pracujących tu, przy wznoszeniu 


ł 


. :" .: :." ."': .:". . S '.:
 
":.:
 F:::. .
 :
.. 
. 0"0 0":0".:. :.., o" 


.:'. :.' . .:: :.:. ::.. ". =::,"::., <.': .::.:..' '.. .:,. J.' ...
::. ....: ':: '::
 :;:' ::"':' {{:: . . . =. . ::. .. . : : . .. . .. . i : .. :
 . ' . .. .... . 
°'0 :;.... .....:...: .' " . ..... 0.0:." . o" ......: ;0..:". 


w 


OCZEK IWAN I U 


NA 


II 


OW,CE 


obiektów owczarni w Iłowej. 
Studenci zapał do pracy mają, 
nawet po godzinach zostają, 
gdy trzeba. I kłopotów z nimi 
nie ma, jakie były na przykład 
z grupą Bułgarów, ktarzy swe- 
go czasu okoniem się postawili. 
Powiedzieli mianowicie, że je- 
śli front pracy nie będzje za- 
bezpieczony, odmówią w ogóle 
wykonywania swych zadań. 
Nerwówka wtedy była. Bo i 
sprawa prestiżowa dla przed- 
siębiorstwa. - Ale teraz już do- 
brze jest. Kierownik na rękach 
chodzi, byle tylko studenci nie 
narzekali. 


Największym problemem wro- 
cławian jest, jak do tej pory, 
przerwa - dwudniowa w do- 
stawie wody mineralnej. To już 
jednak wina wytwórni woje- 
wódzkiej, gdzie w tej chwili za- 
stój pąnujE1 w interesie. Pyta- 
nie, czy nie można wod zaku- 
pić gdzie indziej, jeżeli nie za- 
skakuje, to przynajmniej wy- 
zwala rezerwy i tak niespożytej 
energii kierownika. Za całą od- 
powiedź wystarc
a: 
- Panie Zbyszku, skocz no 
pan po wodę. 


. 


Foto. W. Dobrzański 


A do studentów: 
- Pozbierajcie do kupy wszy- 
stkie butelki i kontenerki i na 
samochód. 
Woda "przyjeżdża" za pół go- 
dziny. Wiadomo przecież 
pragnienie rzecz naturalna, 
zwłaszcza, gdy się przez osiem 
godzin - deszcz nie deszcz - 
w piachu i cemencie tkwi po 
uszy. Sama dobra wola wtedy 
nie wystarcza. 
W kantorku kierownika pod 
ścianami dwa biurka stoją, te- 
lefon więcej dla ozdoby, bo cią- 
gle zakłócenia na linii. O ce- 
ment jednak dogadać się można. 
I jak pospółki zabraknie, czyli 
piasku pod wylanie betonu w 
silosach, także. Na parapecie 
radio stoi, a jakże. Działa, jak 
trzymać palcem wciśnięty kla- 
wisz. Biuro jest więc jak się 
patrzy. Normalnie, jak to na 
każdej budowie bywa. I w tym 
biurze kierownik Chmielewski 
przyjmuje interesantów i pra- 
cowników. Co chwila prosi ko- 
goś do siebie. Zwłaszcza, że ra- 
chunek wciąż się nie zgadza. 
Stąd prawie że sakramentalne 
pytanie: 
- Ilu masz ludzi? - to do 
majstra. 
- Czterech. 
- A czemu tak bidno? - w 
głosie "szefa" nie ma nawet 
zdziwienia. Widać przyzwycza- 
jony do takiego stanu rzeczy. 
Pyta więc dla porządku dla 
podtrzymania autorytetu. 
- Bogdan mówił rano, że 
przyjedzie. Ale... bułki pod pa- 
chą, butelka i wysiadł po dro- 
dze z autobusu. 
Kierownik zaciska dłonie: 
- Łotry - mówi nie podno- 
sząc głosu. - Wysiadł z auto- 
busu i do pracy nie dotarł. 
I zaraz doc,laje: 
- To tacy, którzy się kwali- 
fikują, żeby ich na zbity pysk 
wyrzucić. Ale nie wyrzuca się 
ich, cholera, bo ludzi brakuje. 
Pijawki takie, szczególnie kiedy 
po wypłacie. Studentki też się 
swego czasu skarżyły, bo cho- 
dziło pijane bractwo po budo- 
wie i zaczepiało w niewybredny 
sposób. Dla mnie to normalka, 
ale uwagę zwrócić trzeba. Kul- 
tura przecież obowiązuje. Nawet 
na b\,Jdowie. 


STUDENCKIE 


'l fi 


PROJEKTO-W AN I E 


W ubiegłym roku przyjechała 
do Krasnegostawu grupa stu- 
dentów - członków Koła Nau- 
kowe
o Budownictwa Politech- 
niki Wrocławskiej. Miała za za- 
danie wykonać, na zlecenie 
MOSiR w Krasnymstawie, pro- 
jekty techniczne obiektów ma- 
łOkubaturowych Ośrodka Re- 
kreacyjno - Wypoczynkowego w 
Tuligłowach oraz krasnostaw- 
skiego stadionu. W tym drugim 
przypadku chodziło konkretnie 
o pawilon sportowy, siłownię \ 
c i ężkoatletyczl1ą, trybuny. 
Projekty architektoniczne tu- 
ligłowskiego ośrodka wykonali 
koledzy z Koła Naukowego Ar- 
chitektów tej samej uczelni. Na- 
tomiast stadion jest dziełem lu- 
belskiego architekta. 
Adepci budownictwa posta- 
nowili wykonać projekty 
 w 
dwóch wariantach realizacji: 
zgodnie z życzeniem inwestora, 


metodą monolityczną, tradycyj- 
ną (cegła plus beton), i drugą 
zakładającą użycie elementów 
prefa bry kowanych. Dokonali 
trudnej sztuki zaprojektowania 
obiektu o ciekawym wyglądzie 
z mQżliwcścią wykonania meto- 
dą tańszą i nowocześniejszą. Od 
MOSiR teraz zależy, który pro- 
jekt zostanie zatwierdzony. 
Prawdopodobnie drugi, nowo- 
cześniejszy, powstały dzięki stu- 
denckiej fantazji; na plus prze- 
mawia fakt, że przewidziano w 
nim użycie surowców, które są 
stosunkowo łatwo dostępne w 
woj. chełmskim. 
Na początku nie było dobrze. 
Brak pracowni, brak odpowied- 
nich warunków do pracy. Zda- 
rzało się, że przedyskutowywa- 
no kolejne koncepcje nocą, kie- 
dy upały nie dawały' się już 
tak bardzo we znaki. Jak tego 
dokonać w nieoświetlonym, pod- 
szytym wiatrem namiocie? 


Potem był powrót do Wrocła- 
wia i zgrzyt. Po paru miesią- 
cach zarządano zwrotu na rzecz 
Akcji pewnej sumy złotówek. 
Za co? Otóż zgodnie z decyzją 
Prezydium Rządu nr 60'77 z dn. 
10 czerwca 1977 1'. W sprawie 
"Studenckiej Akcji Chełm-80" 
część kosztów związanych z 
utrzymaniem obozów nauko- 
wych ma pokryć macierzysta 
uczelnia. Treść tego aktu praw- 
nego nie dotarła do świadomo- 
ści władz 1"lczelni; być może 
ktoś zapomniał .przesłać doku- 
ment Politechnice, być może 
ugrzązł w jakimś biurku sekre- 
tarki rektora albo dziekana. 
Grunt, że opiekunom Koła Nau- 
kowego nic na ten temat nie 
było wiadomo. Tymczasem sze- 
fowie Stowarzyszenia Naukowe- 
go Studentów dość mocno naci- 
skali, żeby odizolować się od 
Akcji (po co nieporozumienia), 
a studentom zapewnić standar- 
towe praktyki na budowie. Tyl- 
ko, że szkoda było rzucać już 
Z3.C.lętą robotę. 
Rozpoczął się więc Akcji rok 
drugi. Znów Krasnystaw, i pra- 
wie całe piętro internatu Ze- 
społu Szkół Rolniczych do dy- 
spozycji wrocławian. I tylko 
trochę zamieszania z posiłkami: 
część ich kosztów uparło się fi- 
nansować SNS, część pokrywa- 
ła uczelnia. Nie wystarczyło. 


Problem rozwiązał Sztab, zleca- 
jąc obarczenie konta Akcji po- 
zostałą kwotą. 
Tyle historia. A co jest dzi- 
siaj? 
Nad rozłożonym na rysowni- 
cy projektem pochylone głowy. 
Osiem, może dziesięć osób. A 
zza okna słońce pada na rulo- 
ny, poupychane gdz;ieś w ką- 
tach, na oknach, parapetach. 
Trwa dyskusja nad dokumenta- 
cjami kabiny spikera, siłowni, 
fragmentów trybun. 
Przedstawiona dokumentacja 
geologiczna nie jest wykonana 
zbyt dokładnie - referuje opie- 
,kun Koła, dr inż. Jerzy Szcześ- 
niak. - Poza tym: konstrukcja 
nośna na głębokości sześciu me- 
trów. Wywołało to szereg pro- 
blemów montażowych przy ka- 
binie spikiera. Zwracam uwagę 
na zbyt małą wytrzymałość 
gruntu. Jest problem z przej- 
ściami w nasypie. A tak wogó- 
le to brakuje konsultacji z ar- 
chitektem - różne problemy 
trzeba na bieżąco rozwiązywać 
we własnym zakresie. Przykła- 
dowo: trybuny. Należy zaadop- 
tować projekt .typowy do za- 
projektowanej krzywizny. Sko- 
rygowano pewne sprawy przy 
kabinie spikera - po co tu by- 
ła np. płyta żelbetonowa? Szko- 
da więc, że studenci budownic- 
twa zostali pozbawieni możli- 
wości ściślejszej współpracy z 
(dokończenie na str 2) 


*** 


W Sawinie, filii iłowskiego 
PGR-u owce już czekają. Cze- 
kają na przeprowadzkę do naj- 
nowocześniejszej w Polsce ow- 
czarni. 
Jak pogoda będzie bezdeszczo- 
wa i bez mrozów, to do grud- 
nia się odda. Przed marcem'- 
powtarza kierownik, obrzucając 
gospodarskim okiem swoje( bo 
on je wznosił) obejście. Zbiera 
się na deszcz. Znów, do diabła, 
będą przeciekać dziurawe kalo- 
sze. T 


Iwona Lisek 


"CHEŁM-80" STR. 5
		

/Chelm800006_0001.djvu

			Na Hrubieszowskiej duży ruch. Speszony kierowca nerwowo szu- 
ka dokumentów. Oj! - tym razem nie obejdzie się chyba bez man- 
datu. Szybko
ć samochodu była wyraźnie przesadzona. Siedzący o- 
bok mnie sierżant zapisuje dane personalne w notesie. Na nic pro- 
śby i tłumaczenia zatrzymanego. Trzeba płacić karę. Kieszeń ubożeje 
o trzysta złotych. A to wszystko przez kolegów - żali się Zbigniew 
S. - nie dali mi zna
. To gdzie podziała się wasza solidarność? - u- 
śmiecha się pod wąsem dyżurny. 


N::\sze drogi wciąż niebezpiecz- 
ne - stwierdza pdr. Ryszard 
Arski z KW MO, wprawdzie 
ilość wypadków na terenie wo- 
jewództwa chełmskiego zmniej- 
szyła się, są one jednak groź- 
niejsze w skutkach. Ich przy- 
czyną zazwyczaj bywa nie- 
ostrożność pieszych i alkohol. 
Organy MO w celu zwiększenia 
bezpieczeństwa prowadzą w se- 
zonie letnim akcję porządkowa- 
nia ruchu ulicznego. Kto nie- 
uważnie przechodzi przez jezd- 
'nię i lekceważy prawidła dro- 
gowe zamiast pustoszyć portfel 
kierowany jest na niedzielne 
szkolenia. W ten sposób pieszy 
nie tylko zaoszczędza pieniądze, 
ale i podnosi .się poziom kultu- 
ry użytkowników dróg. W cza- 


.:.:.:.:.:.:':.' '". . 
. o". 0.0 
':::f .:;:::::;:.::::,':'.: < 
.:::::::," . 
0,' ':" ..:.....:...... .
:.:::.. o'. 
. . . ,";.,:;;:::::::::.'. 
\,.' 'ło\ .' !: :.::: \::;::{:::;1
:
/' " 
. 
"
::'::/:;.:.)
:
;


:
f



t:
r" " 
. -.: l:::;:::'::::::;::::::;:'" .:::..... 
::::::
:::
:
:

:::::
:::: :.' 


Jeśli 


. 
CI 


sie spotkania ma on możliwość 
obejrzenia filmów traktujących 
o obowiązujących wymogach 
ruchu pieszego, dokumentów i 
sprawozdań z wypadków, a tak- 
że wysłuchania prelekcji i po- 
uczeń. W br. w szkoleniach 
tych wzięło udział trzysta osób. 


. . 
zycie 


(i pi'eniqdze) 


miłe... 


\ 


........... ....... 
..... .. . 
...... . . .0'0. ...... ::.;;:..... -. .(: . :::::::::::
.:::i::::::. ':
'
:;.:::.:. .:::=f 
..
:w:::l
;i
.;t'
f
:.':.Xj 
.
- 


l. 


Kto 


Ciągle jednak zbyt mało prze- 
chodniów poprawnie porusza się 
uli cami. 
Centrum Chełma popołudnio- 
wą porą. Z sierżantem z Wy- 
działu Drogowego obserwujemy 
ulice miasta. Zatłoczonymi 
chodnikami ludzie spieszą do 
pobliskiej fabryki obuwia. Za 
piętnaście minut zaczyna się 
drug3 zmiana. Co chwilę ktoś 
niespodziewanie wchodzi na 
jezdnię i tylko refleks kierow- 
cy ratuje sytuację. Wszyscy 
przekornie przecinają drogę tuż 
obok przejścia. Kiwamy bezrad- 
nie głowami. Nawet groźny ra- 
dicwóz milicyjny nic tu nie po- 
mc,że. Pod koła samochodu 
wpada nagle starsza kobieta. 
Pisk hamulców zwraca uwagę 
znajdujących się w pobliżu 
osób. Na szczęście obywa się 
bez wypadku. Przestraszona wi- 


. 
po mo ze 
dzieciom? 


Siedzę naprzeciw inspektora 
do spraw nieletnich Komendy 
Miejskiej MO w Chełmie sier- 
żanta sztabowego Adama Cho- 
my. Nad biurkiem plakaty zwią- 
zane z Rokiem Dziecka. Ubar- 
wiają je napisy: "Dziecko to 
człowiek. Każde z nich ma pra- 
wo do życzliwości, miłości i zro- 
zumienia". Wypisane jest na 
nich również 10 praw m.in. do 
zdrowego, normalnego rozwoju 
fizycznego, umysłowego, moral- 
nego, do odpowiedniego wyży- 
wienia, mieszkania, do ochrony 
przed zaniedbaniem. 
Zycie sprowadza mnie jednak 
ze ścian w realną sytuację. Ro- 
I zmowę z inspektorem Chomą, 
na temat dzieci zagrożonych 
deprawacją i nieprzygotowaniem 
do życia społecznego, nawiązu- 
ję bardzo łatwo. Na biurko spły- 
wają grube księgi akt. Każda ich 
kartka dotyczy pojedyńczej o- 
soby i dopiero VI całości stano- 
wią istotny problem. Dzieci na 
skutek nadużywania przez ro- 
dziców alkoholu, nieprzestrzega- 
da kodeksu karnego, złych wa- 
runków życia znajdują się na 
krawędzi dobra i zła. Wiado- 
mo, że w środowisku domowym 
pobiera ono pierwsze lekcje wy- 
chowania. Prawidłowo prowa- 
dzone i odpowiednio kierowa- 
ne rozwija swoje zdolności i za- 
interesowania już w szkole. W 
przypadku odwrotnym, gdy od- 
biera w domu negatywne wzor- 
ce, deprawuje się. Wśród akt 
znajduję najbardziej reprezen- 
tatywne sytuacje nieletnich w 
Chełmie. Nie jest wiele, ale są 
niepo.lwjącym zjawiskiem. 


"CHEŁM-80" STR 6 


PRZYKŁADY 


Dziesięcioletni Grzegorz ma 
matkę alkoholiczkę. Ojciec chło- 
pca przebywa w domu tylko od 
czasu do czasu. Nierzadko Grze- 
gorz przyprowadza pijaną ma- 
tkę do domu, często roznegliżo- 
waną. Warunki bytowe ma bar- 
dzo trudne. Pokój z kuchnią nie 
wystarcza mu w tej sytuacji do 
odrabiania lekcji. W domu za- 
miast posiłku łatwiej spotkać 
alkohol niż chleb. Matka zosta- 
ła zwolniona z pracy w trybie 
dyscyplinarnym. Na razie z 
Grzegorzem nie ma problemów 
wychowawczych. Należy mieć 
nadzieję, że będzie się opierał 
wpływom środowiska domowe- 
go. Kto może jednak zagwaran- 
tować, że zdemoralizowany tryb 
życia prowadzony przez rodzi- 
ców nie odbije się ujemnie na 
psychice chłopca? 
Ojciec czternastoletniego Sta- 
szka, dwunastoletniej Barbary i 
czteroletniego Pawła nigdzie nie 
pracuje, a gdy mu się już to 
zdarzy nie zagrzewa tam długo 
miejsca. I w tym przypadku po- 
wodem jest zbyt częste zaglą- 
danie do kieliszka. Mieszkają w 
walącej się ruderze w ciężkich 
warunkach. Beliznę i war:toś- 
ciowszy dobytek matka rozloko- 
wała u sąsiadów z obawy przed 
wyniesieniem ich przez ojca z 
domu. 
Matka pięcioletniej Iwony, 
trzyletniej Doroty i niespełna 
rocznej Jolanty, w momencie 
gdy mąż przebywał w więzieniu, 
otrzymała mieszkanie w nowo- 
wybudowanym osiedlu. Nieste- 


ty poprawa warunków mieszka- 
niowych nie zapewniła dziew- 
czętom klimatu prawidłowego 
rozwoju. Ojciec po zakończeniu 
kolejnej odsiadki i odwiedzeniu 
domu przehandlował butlę z ga- 
zem. W ten sposób pozbawił ro- 
dzinę źródła energii do ,gotowa- 
nia potraw. 
Ponieważ butla była własnością 
społeczną za jej sprzedanie ot- 
rzymał kolejny wyrok. Obecnie 
dwie starsze dziewczynki prze- 
bywają w domach dziecka. Naj- 
młodsza pozostaje jeszcze z ma- 
tką. Czy na długo? . 
Kolejny przykład mieści się w 
schemacie poprzednich. Trójka 
dzieci - Ania lat 6, Ewa - 2 i 
Adam - jednoroczny synek. Ma- 
tka jest kobietą niezaradną, na- 
tomiast ojciec alkoholik zbyt- 
nio się ;rodziną nie przejmuje. 
Karany za kradzieże. Właściwie 
jedyną osobą, która stara się 
pomóc dzieciom jest jego teścio- 
wa. Opieka ta ma jednak tylko 
charakter doraźny. Nie może o- 
na zastąpić ciepła rodzinnego 
domu ani atmosfery przyjaźni, 
zrozumienia, wyrozumiałości. 
Przytoczone obrazy stanowią 
tylko część poważnych proble- 
mów zajmujących dzień pracy 
inspektora do sp.raw nieletnich 
KM MO w Chełmie. W przypa- 
dkach tych wystąpiono o pozba- 
wienie praw rodzicielskich. Czy 
jest to jednak rozwiązanie za- 
gadnienia? W Chełmie jest wie- 
le analogicznych spraw, w któ- 
r
h zagrożona jest przyszłość 
'dzieci. Swiadczy o tym plik akt, 
wniosków, korespondencji. 


nowajczyni szybko gmle w tłu- 
mie. Dyżurny milicjant wzrusza 
ramionami - tym razem obej- 
dzie się bez pouczeń. 
Opuszczamy to hałaśliwe 
miejsce. · A może skontrolujemy 
ruch na nowo wybudowanej 
ulicy Rejowieckiej? Prędkość 
pojazdów ograniczona jest tu 
do 30 km/godz. W samochodzie 
ustawiamy radar. Na szosie 
pustki. Co pewien czas powoli 
przejeżdża jakiś wóz. Stoimy na 
widocznym miejscu i widzimy 
wyraźnie jak kierowcy zdejmu- 
ją nogę z gazu. Spoglądamy na 
licznik radaru. Stalowa wywrot- 
ka pędzi powyżej sześćdziesiąt- 
ki. Sierżant wyskakuje z auta 
i macha lizakiem w stronę nad- 
jeżdżającej ciężarówki. Prowa- 
dzący z niewyraźną miną pod- 
chodzi do milicjanta. Proszę do- 
kumenty funkcjanariusz 
przegląda dowód i prawo jazdy 
i wpisuje dane do służbowego 
notatnika. Zatrzymany Walde- 
mar K. niepewnie zerka na 
mój notes. Nie ma obawy - 
uspakajam go - pana godność 
i adres zataję. Nit>, to przecież 
jest najbardziej istotne. Ważne 
jest, że nadal kierowcy nie re- 
spektują przepisów drogowych 
narażając siebie i innych na 
nieszczęście. Tym razem skoń- 
czy się to tylko mandatem. Wal- 
demar K. z nadzieją w głosie 
pyta czy dwieście wystarcza. 
Rozbawia to dyżurnego - oj, 
panie piracie, w tym przypad- 
ku nie ma taryfy ulgowej. Ta- 
ka jazda kosztować będzie sie- 
demset złotych. Miej pan serce 
- próbuje coś wskórać ukara- 
ny - toż to jest koniec miesią- 
ca. W takim razie weźmie pan 
kredytowy i zapłaci później - 
radzi nieprzekonany milicjant. 
Zrezygnowany szofer wyciąga 
portmonetkę zapłacę na 
miejscu. Żegnajcie pieniądze! 
My zaś jesteśmy pewni, że tego 
kierowcy dziś już nikt nie za- 
trzyma za przekroczenie szyb- 
kości. 


Składamy stgjak spod radaru 
i wyruszamy dalej. Nie czeka- 
my długo i już następna nie- 
ostrożność. Pośrodku ulicy sto- 
ją trzej mężczyźni wykonują u- 
sprawnienia drogowe: ustawia- 
ją znaki drogowe i drogowska- 
zy. O to nie mamy pretensji, 
ale dlaczego nie są oznakowani? 
Zwracamy im uwagę. Zadowo- 
leni, że tylko w ten sposób zo- 
stali ukarani skwapliwie obie- 
cują, że następnym razem... A 
my znów w drogę. Na podchełm- 
skich ulicach spokojnie, nikt 
i nic nie zatrzymuje radiowozu. 
Pędzimy w kierunku Strupina 
Dużego. Z naprzeciwka powoli 
nadjeżdża ciągnik z zamocowa- 
ną kosiarką rotacyjną. Młody 
rolnik jedzie do bazy SKR-u 
zwrócić masynę. Przy sobie ma 
tylko prawo jady. A gdzie do- 
kumenty uprawniające go do 
przewożenia rolniczych urzą- 
dzeń? Pospiesznie wyjaśnia, że 
kosiarka została wypożyczona 
przez kolegę który zasłabł w 
polu. A ponieważ musi być 
zwrócona jeszcze dziś wziął są- 
siada ciągnik i sam odda ją do 
spółdzielni. No cóż, samo życie. I 
tak się zdarza. Wierzymy panu na 
słowo. Wdzięczny kierowca z 
ulgą włącza ciągnik. Na nas też 
już czas. Godziny patrolu dla 
starszego sierżanta Mirosława 
Wujastyka zakończone. Późnym 
popołudniem wracamy do mia- 
sta. Pod komendą robimy jesz- 
cze bilans dzisiejszego dyżuru: 
cztery mandaty, kilka upom- 
nień, parę pominiętych prze- 
kroczeń. Szczęśliwie obyło się 
dziś bez tragicznych zdarzeń. 
Nie zawsze jednak możemy na 
to liczyć. Skoro Ci więc kie- 
rowco jeszcze życie (i pieniążki) 
miłe... 


STATYSTYKA 


Bożena Czuban 


W sierpniu bieżącego roku 
przeprowadzono badania obej- 
mujące rodziny, w których je- 
den z członków przynajmniej 
pięciokrotnie przebywał w izbie 
wytrzeźwień. Było ich 122. Oka- 
zuje się, że w' środowisku tych 
osób przebywa 48 dzieci narażo- 
nych na skutki trybu życia ma- 
tki lub ojca. W grupie tych do- 
rosłych ponad trzecia część nie 
pracuje lub czyni to dorywczo. 
Jest to dość symptomatyczne i 
pozwala wysunąć pierwsze wnio- 
ski dotyczące zagrożenia nielet- 
nich. A więc alkohol i konsek- 
wencje jego nadużywania. Łą- 
czący się z tym brak stałej pra- 
cy oraz kolizje z kodeksem kar- 
nym. Na podstawie przeprowa- 
dzonych rozmów i rozpoznań 
stwierdzono w Chełmie zagro- 
żenie demoralizującą 106 dziew- 
cząt i chłopców. Z grupy tej 69 
dzieci pochodzi z rodzin alko- 
holicznych, 22 z rodzin rozbityc.p 
, natomiast 15 z innych, gdzie ró- 
wnież przyszłość nieletnich stoi 
pod znakiem zapytania. W prze- 
ciągu dóch lat wystąpiono I 71 
razy z wnioskiem o pozbawienie 
praw rodzicielskich lub ich o- 
graniczenie z jednoczesnym nad- 
zorem kuratora. W 25 rodzinach 
prowadzących aspołeczny i pa- 
sożytniczy tryb życia "wycho- 
wuje" się 24 dzieci. Kto im po- 
może? 
Odrębną dziedziną zadań in- 
spektora do spraw nieletnich, 
jest ich przestępczość. W róż- 
nych odstępach czasu 114 mło- 
docianych weszł
 w kolizję z 
prawem. Do naj częstszych ich 
przewinień należą kradzieże 
mienia prywatnego oraz wła- 
mania do piwnic. Tylko w pier- 
wszym półroczu dokonali oni 34 
przestępstw w. których uczest- 
niczyło 39 osób. 


PROFILAKTYKA 
Opisane tutaj przykłady oraz 
przytoczone dane stanowią pe- 
wną część chełmskiego życia 
społecznego. Oczywiście powo- 
dują one reakcje w celu zapo- 
biegania ich negatywnym sku- 


tkom, dławienia zła w zarodku. 
A jest nim najczęściej rodzina. 
która nie potrafi należycie speł- 
niać swoich funkcji. Wprawdzie 
prowadzone są akcje przez Mi- 
licję Obywatelską, w celu uś- 
wiadomienia dzieciom zagroże- 
nia jakie stwarza alkohol i in- 
ne nałogi, jednak są one skute- 
czne jedynie w wypadku gdy 
nieletni nie przebywa w "ska- 
żonym" środowisku. Innym spo- 
sobem podejmowanym przez mi- 
licję jest współpraca z przed- 
siębiorstwami, których pracow- 
nikami są rodzice zdeprawowa- 
nych dzieci. Oglądałem listy 
przysyłane z zakładów, które 
poważnie potraktowały ten pro- 
blem. Przedstawiciele załóg prze- 
prowadzili rozmowy z marno- 
trawnymi rodzicami. W innym 
przypadku społeczne komisje 
odwiedziły ich domy i spraw- 
dziły warunki życia ich dzieci. 
Ważna jest również współpra- 
ca MO z Wydziałem Oświaty 
Urzędu Miejskiego. Bo kto in- 
ny jak nie wychowawca i opie- 
kun może prawidłowo ukierun- 
kować dziecko w jego rozwoju? 
Poza tym funkcjonują w Cheł- 
mie Obwodowe Komitety Samo- 
rządu Mieszkańców. Miasto po- 
,dzielone jest na 19 obwodów. 
Przy tych Komitetach działają 
Komisje Indywidualnej Profila- 
ktyki Społecznej. W pracy se- 
kcyjnej zwracają one uwagę 
również na problem deprawacji 
młodzieży. Należy również ws- 
pomnieć o grupie ORMO, która 
ma pod opieką 56 nieletnich. 
W artykule tym postawiłem 
wiele pytań. W zasadzie spro- 
wadzają się one do jednego, już 
zawartego w tytule. Zdaję so- 
bie sprawę, że podejmowane, a 
przytoczone tutaj wyżej środki 
dla ochrony dzieci przed złym 
wychowaniem fizycznym, umy- 
słowym i moralnym są niewys- 
tarczające. Potrzeba do tego cze- 
goś więcej - aprobaty społecz- 
nej. Nie biernej ale zaangażo- 
wanej. I dotyczy to nie tylko 
Chełma, ale całego naszego kra- 
ju. 


SławoEnir Słociński
		

/Chelm800007_0001.djvu

			B YŁO bardzo głośno. Usły- 
szałem wrzawę, znak, że 
coś zaczęło się dziać. A 
- więc, szybko się ubrałem 
i wybiegłem z domu. Na 
ulicach Krasnegu:SLi:twU pojawił 
się barwny korowód. Orkiestra 
dęta i drabiniaste wozy, przy- 
strojone gałązkami chmielu. 
Chłopcy i dziewczęta w ludo- 
wych strojach tańczą w rytm 
skocznej melodii. Przyśpiewki 
ludowe mieszają się z piosen- 
kami kapel podwórkowych. 
- Odmalowali wszystkie mie- 
szkania. Dzisiaj Krasnystaw nie 
do poznania - wykrzykują ha- 
labardnicy na rogatkach. - 
Wszystko, jak we śnie. Wszys- 
tko na żywo. Są tu kapele i jest 
też' piwo. 
Humulus lupulus - łacińska 
nazwa chmielu wywodzi się od 
prasłowiańskiego słowa "chmele" 
Przydomek "lupulus" oznacza 
siłę przyrządzanego z tej rośli- 
ny napoju. 
Odegrany dwukrotnie hejnał 
rozpoczął Dożynki Chmielowe. 
Trybuny 9tadionu sportowego 
wypełniono do ostatniego miej- 
sca. Widowisko plenerowe i wy- 
stępy zespołów regionalnych o- 
bejrzało ponad siedem tysięcy 
osób. Na ulicach wiodących do 
!5tadionu brakło miejsca do par- 
kowania samochodów. 
Jeszcze dwa dni temu kładzio- 
no na jezdni nową nawierzch- 
nię. 
- "Jedna firma naprawia, a 
druga za nią rozwala. Ludzie 
muszą z czegoś żyć" - powie- 
dział jeden z robotników, lejąc 
asfalt na kałużę wody. Remon- 
ty drogi wykonano tylko pozor- 
nie. Zasypano niedokończone in- 
stalacje kanalizacyjne. Po chmie- 
lakach trzeba będzie powtórnie 
rozkopać ulicę Nocznickiego. 
Kierujący ruchem plutonowy 
MO ma pełne ręce roboty. 
- "Duży kłopot jest zwłasz- 
cza z pieszymi, bo piwo leje się 
strumieniami Jak to mówią zu- 
pa chmielowa. Są trudności z 
parkowaniem pojazdów, ale pa- 
trzymy trochę przez palce". 


Na piwo do pana Tolka 
Na piwo łamane i zimne 
Na piwo z pianką i bez 
- do wtóru braw powtarza re- 
fren piosenki kapela podwórko- 
wa z Krasnegostawu. 
Zapowiedziano sprzedaż 11 gatu- 
nków piwa. W restauracjach i 
budkach osiągalne było zaled- 
wie parę. Tłum piwoszy napiera 
na ladę bufetu w pobliżu amfi- 
teatru. Pito nie tylko piwo. 


fronty dwóch kamieniczek. Cóż 
z tego, skoro farbę położono na 
zniszczone tynki. Efekty takiej 
praktyki widoczne są na fasa- 
dach sąsiednich, odnowionych 
w zeszłym roku budynków. Ele- 
wacje już popękały i odpadają 
płatami. 
Dzieci z krasnostawskich sz- 
kół przez lUlka dni z rzędu o- 
czyszczają chodniki z chwastów. 
Na turystów czeka wiele pa- 


W amfiteatrze królują studen- 
ci. Przebrani w stroje nawiązu- 
jące do bachanalii, rozdają dar- 
mo mleko. Nie ma wielu chęt- 
nych. Na scenie studenckie 
grupy muzyczne kabarety. 
Publiczność reaguje żywiołowo 
na ograne dowcipy konferans- 
jera. Chłodno jednak przyjmuje 
"Sunday Trio" i Kwartet Myś- 
liwski". 


ZU ł 


H 


E 



 


- Panie kierowniku, daj pan 
dwie bułki. Kiełbasy nie trzeba. 
Do zagrychy potrzebuję. 
Tradycyjnie już zorganizowa- 
no Ogólnopolski Sejmik Chmie- 
larzy. - "Po raz dziewiąty u- 
czestniczę już w tych obradach 
- mówi Stanisław Sawa planta- 
tor z Oleśników - Dawniej przy- 
jeżdżali naukowcy z Puław i 
Jastkowa. Prezentowali nowe od- 
miany chmielu. W tym roku 
nie było nic ciekawego. Nawet 
nie przedstawiono skutecznych 
środków ochrony przed szkod- 
nikami. Była teraz taka mszyca, 
że nie trzeba ołówka - starczy 
wziąć taką szyszkę i można pi- 
sać co się chce". 
Salę gimnastyczną przy ulicy 
Sobieskiego gdzie odbywał się 
sejmik zbudowano w przewi- 
dzianym terminie. Tempo ro- 
bót wykończeniowych przyśpie- 
szono dopiero w ostatnim mie- 
siącu przed chmielakami 
Miasto przygotowywało się 
starannie do ogólnopolskiej im- 
prezy. Na ulicach feeria barw. 
Kolorowe chorągwie, plakaty i 
girlandy chmielu. Pomalowano 


1 


miątek związanych z regionem. 
Przygotowano specjalne kufle i 
serwety z herbem miasta lub 
symbolem chmielaków. Ponadto 
PTTK w swoim straganie ofero- 
wało wazoniki z poznańskimi 
koziołkami, bursztynową biżu- 
terię, bransoletki do zegarków, 
składane parasolki, latarki ele- 
ktryczne oraz miniaturki broni 
palnej. Równie atrakcyjna była 
możliwość sfotografowania się z 
zakopi.1ńskim niedźwiedziem. 
- Po ile pan bierze za jedną 
fotkę? 
- Tylko czterdzieści. 
Niedźwiedź obejmuje małą dzie- 
wczynkę. Następnie sadowi ją 
na kucyka. Gotowe. 
- Razem pani płaci 320 złotych. 
-? 
- Tak. Dwa zdjęcia po cztery 
odbitki. Do dwóch tygodni prze- 
ślemy pocztą z Krynicy. 
Na rynku ogólna zabawa. Gra 
Zespół Pieśni i Tańca z Celest y- 
nowa. Dziewczęta w strojach lu- 
:lowych zapraszają oglądającyrh 
do tańca. Sporym zainteresowa- 
niem cieszą się stoiska, gdzie 
twórcy ludowi sprzedają swoje 
wyroby. 


t 
Duże obroty notuje bufet z 
piwem i kiełbaskami. Przed la- 
dą kilkudziesięcioosobowa kolej- 
ka. Na drewnianych ławach sto- 
sy pozostawionych talerzyków i 
niedojedzonych bułek. Pomiędzy 
stołami krążą chłopcy zbierają- 
cy butelki. Zniecierpliwieni wy- 
czekiwaniem piwosze uniemożli- 
wiają rozładunek samochodu. 
Milicjanci zaprowadzają porzą- 
dek. 
Zerowe obroty podczas chmie- 
laków wykona sklep z konfekcją 
przy ulicy Swierczewskiego. Na 
drzwiach wywieszka: "Dnia 14. 
09. nieczynne". Na ladzie dwie 
butelki piwa. Nazajutrz na tej 
samej kartce jedna naniesiona 
długopisem zmiana - data. W 
niedzielę do nadal nieczynnego 
sklepu wchodzi młody mężczy- 
zna z pełną siatką piwa. 
Gorączkowe chwile przeżywa- 
ją urganizatorzy. Dyrektor Kra- 
snostawskiego . Domu Kultury 
dwoi się i troi. 
- Tadeusz, Tadeusz, jak mnie 
słyszysz. 
- Słyszę cię dobrze. Dostrój się. 
Cholera kto wymyślił te krótko- 


fal ów ki. Czy ty mnie słyszysz? 
Odbiór. 
- Teraz dobrze. Słucham. 
- Żebyś nie był zaskoczony. 
Chodzi o to, że są tylko trzy ka- 
pele...Na każdym słupie ma być 
chmiel. To macie zdziałać. Wio, 
jedziemy. Szkoda czasu. 
W II Ogólnopolskim Chmie- 
lakowym Turnieju Kapel Pod- 
wórkowych wystartowały osta- 
tecznie trzy zespoły, na jedena- 
ście zaproszonych. Reprezentan- 
ci gospodarzy - "Stowarzyszenie 
Właścicieli Młynków do Pieprzu" 
- w silnej konkurencji zdobyli 
pIerwsze miejsce. Nie zawiodły 
organizatorów jedynie zespoły 
folklorystyczne. 
Dcpisali także chmielakowi go- 
ście. W ciągu trzech dni trwania 
imprezy Krasnystaw podwoił 
liczbę mieszkańców. Ulice nie 
mogły pomieścić przechodniów. 
Nie zapewniono dostatecznej li- 
czby stoisk z gorącymi posiłka- 
mi i napojami. Turyści miast 
zwiedzać zabytki i uczestniczyć 
w chmielakowych atrakcjach 
większość czasu spędzili w ko- 
lejkach. 
W pozornym bałaganie pano- 
wał względny porządek. Nie za- 
notowano poważniejszych wy- 
kroczeń ani też wypadków dro- 
gowych. Mandatami ukarano 
dwadzieścia jeden osób. Nato- 
miast tylko trzy wnioski skiero- 
wano do kolegium karno-admi- 
nistracyjnego. 
W niedzielę okolicznościowym 
datownikiem ostemplowano jede- 
naście tysięcy kopert. 
W ciągu trzech dni wypito 
ponad 60 tysięcy litrów piwa. 
Chmielakowi goście zostawili 
w Krasnymstawie około 165 mi- 
lionów złotych. 
W ponidziałek miasto wróciło 
do codzienności. Senne uliczki 
ożyją za rok. 
ł Henryk Nicpoń 
i Janusz Kniaźnikiewicz 


Jaka jeste$ królowo? 


K lEDY starter dał zawod... 
nikom znać do zajęcia 
miejsca w blokach nastrój ocze- 
\dwania przeobraził się w na- 
pięcie, które kazało widzom 
- 
derwać się od innych zajęć a ca- 
łą uwagę skupić na jednym, nie- 
pozornym geście. Zdawało się 
że nawet w;atr dotąd bezkarnie 
buszujący po stadionie w trwo- 
żnym oczekiwaniu przycichł na 
chwilę. Na ten bieg oczekiwali 
wszyscy. Miała to być dla nieli- 
cznej grupy chełmskich spor- 
towców ich trenera oraz piszą- 
cego te słowa najbardziej emoc- 
jonująca a zarazem prestiżowa 
konkurencja. Już wcześniej było 
wiadomo, że walka może roze- 
grać się tylko między zespoła- 
mi Chełma t Lublina. Przeciw- 
nicy w zasadzie nie liczyli się 
w walce o pierwszeństwo. 
To co w następnych mi.nutach 
wydarzyło się na bieżni biało- 
stockiego stadionu jest w stanie 
swoją dramaturgią i napięciem 
przyćmić niejeden Ol1mpijski fi- 
nał a nas widzów i kibicujących 
przyprawiło o wcale nielichy 
oól głowy. Sceneria w jakiej od- 
bywał się bieg miała w sobie 
coś z krajobrazów 
zekspirow- 
skich dramatów: na niebie skłę- 
bione czarne chmury, stadion o- 
miatany strugami deszczu i zim- 
nym VI iatrem, bieżnia...ech, le- 
piej nie wspominać. 
W sztafecie "Agrosu" Chełm 
na pierwszej zmianie pobiegła 
1 oanna Mierzwa i po dobrym, 
ofensywnym biegu nie daJa sza- 
ns rywalkom zyskując nad nimi 
5 m. przewagi. 


Niestety po dobrym początku za- 
czął się dramat startującej na 
drugiej zmianie Marioli Dasz- 
kiewicz. Biegnąca jako druga 
zawodniczka Lublina mająca 
swój dzień i doskonale usposo- 
biona pracowicie odrabiała stra- 
ty do prowadzącej Marioli wy- 
przedziła ją i już liczyliśmy ile 
metrów straty będziemy mieli 
na trzeciej zmianie. Karta się 
odwróciła i to my mieliśmy 5 
m. straty do ostro biegnącej na 
prowadzeniu reprezentantki Lu- 
blina. 


j 
rrzecia zmiana stała pod zna 
kiem fantastycznego POpiSll, bie- 
gu - fajerwerku reprezentantki 
Chełma Elżbiety Burcan, która 
odległość dzielącą ją od zawodni- 
czki Startu Lublin przebyła w 
niewiarogodnym wręcz tempie, 

 potem swobodnie jakby nie 
było wi3tru i deszczu i tej bie
 

ni bardziej przypominającej 
grzęzawisko niż tor wyśdgowy 
oderwała się od niej wyprowa- 
dzając sztafetę Chełm3 z powro- 
tem na prowadzenie ze sporą 
przewagą. "Złota Ela" jak ją w 
myślach nazwałem przywróciła 
nam ponownie wiarę w zwycię- 
stwo. 


Nie był to jednak koniec emo- 
cji. Oto bie
nąca na ostatniej 
zmianie reprezentantka Lublina 
jedna z najlepszyrh na tym dy
- 
tansie zawodniczek w Polsce sy- 
stematycznie odrabIając straty 
zbliżała się do prowadzącej bie
 
Anny Być z Chełma tak, że do- 

zło na ostatnich metrach do po- 
rywającej walki bark w bark, 
w której minimalnie lepsza by- 


;-- 
la zawodniczka "Agrosu". Zwy- 
cięstwo i łzy radości, oklaski i 
uznanie zgromadzonej publicz- 
ności. 
p RZED podzieleniem się z 
naszymi czytelnikami gar- 
stką uwag i refleksji nad rze 
czywistą sytuacją lekkiej atletv- 
ki w Chełmie przyznać muszę, 
że popełniłem pewną nieuczci- 
wość wobec tychże czytelników 
nie informując ich o jakim wy- 
darzeniu tu wspominam. Popra- 
wiam się i dodaję, że chodzi o 
bieg 
ztafety 4x400 m. juniorek 
lT'łodszych rozgrywany w cza.. 
sie eliminacji strefowych do IV 
OSM w Bydgoszczy. Zrelacjono- 
wałem ten bieg po to również by 
posłużył on za pretekst do uka- 
z'lnia prawdziwego oblicza dys- 
cypliny, której popularność ni- 
gdy nie słabnie i wszędzie pod 
każdą szerokością geograficzną 
ma ona rzesze swoich wielbicie- 
li. Niech czytelnicy wybaczą mi 
także użycie w tym opisie tylu 
przymiotników jako niepotrze- 
bnego być może ich zdaniem or- 
namentu, ale do dziś mimo, że 
od tamtej chwili minęło już spo- 
ro czasu nie potrafię mieć l
O 
tego biegu chłodnego, obiektyw- 
nego stosunku i Z::łwsze będę go 
widział przez pryzmat emocji i 
uczuć jakie wzbudził a nie rozu- 
mu i zimnej kalkulacji. 
Powyższy opis sugerować mo- 
że wniosek, że mamy w Chełmie 
silną lekkoatletykę skoro nasi 
reprezentanci wygrywają swe 
konkurencje w tak popisowym 
stylu. I tu pojawia się paradoks 
pierwszy: teza, że zwycięstwa 
wcale nie .muszą świadczyć o 


sile danej dyscypliny w warun- 
kach uprawiania tego sportu w 
Chełmie ..lnajduje swoje pełne 
potwierdzenie. A wspomnieć 
trzeba, że z ekipy chełmskich 
lekkoatletów startującej w eli- 
minacjach strefowych w Białym- 
stoku połowa zakwalifikowała 
się do finału spartakiady w By- 
dgoszczy, bijąc rekordy życiowe 
a pozostali oddawali pierwsze 
miejsca dopiero po ciężkiej wy- 
równanej wake. Ten awans 
chełmskich lekkoatletów potwie- 
rdzają zarówno wyniki jak i 
punktacja prowadzona na finale 
VI OSM. Otóż o ile na pC'przed- 
niej spartakiadzie lekkoatleci 
zdobyli 9 punktów, to w Bydgo- 
szczy ich występy przniosły rt.:- 
prezentacji województwa 41 pu- 
nktów. Zatem progresja bardzo 
wyraźna. Czy w tej sytuacji są 
powody do niepokoju? 
Myślę, że wyniki lekkoatle- 
tów musIały zaskoczyć niejedne- 
go działacza czy kibica intere- 
sującego się tą dyscypliną. Zro- 
dziły się one bowiem w oderwa- 
niu od bazy jaką powinno 
tworzyć zaplecze techniczno- 
organizacyjne z właściwą koor- 
dynacją działań na tym polu. 
Chełm posiada obecnie tylko 
jedną wyspecjalizowaną sekcję 
lekkoatletyczną działającą przy 
LZS "Ag ros". Tymczasem klub 
ten praktycznie pozbawiony jest 
możliwości na stworzenie zawo- 
dnikom właściwych, warunków 
treningowych. Jego budżet w 
wysokości 1200 tys. zł. powinien 
z3spokoić minimum potrzeb, fa- 
ktycznie kasa klubowa dyspo- 
nuje 500 tys z czego 3/ 4 pochła- 
nia osobowy fundusz płac dla 
pracowników klubu, trenerów, 
instruktorów itd...Natomiast za- 
kupy sprzętu sportowego, wyjaz- 
dy na zawody, dożywianie za- 
wodników to już kwestia znajo- 
mości wyższej matematyki księ- 
gowego i jego przedsiębiorczości. 
W ten sposób na przykład za- 
wodnicy na zawodach strefo- 
wych w Białymstoku wystąpili 
w....podartych dresach! 
Niestety, jak dotąd instytucje 
patronujące klubowi: WZSR. 
ZOTR, ZPPGR, WZRSP mimo 


ustaleń na Prezydium Rady Wo- 
jewódzkiej i składanyclf wielo- 
krotnie deklaracji nie śpieszą 
się z wypełnieniem. Właściwie 
tylko PBRol. bez zarzutów wy- 
wiązu:e się z podjętych zobowią- 
zań. Pomieszczenia w których 
działa klub są nie dość, że śmie- 
sznie małe to jeszcze wynajęte 
przez Radę Woj. Zrzesz. LZS. 
Klubowi trzeba pomóc i to jak 
ńajszybciej. - 


. 


Druga sprawa to organizacja 
zawodów sportowych w naszym 
mieście. Jest ich stanowczo za 
mało. Czyżby awersja do uczci- 
wej pracy panowie. działacze? 
W ciągu ostatniego roku odby- 
ła się tylko jedna, jako taka 
zorganizowana impreza lekko- 
atletyczna. Myślę o Wojewódz- 
kiej Spartakiadzie, którą niewia- 
domo czemu połączono z Igrzy- 
skami Młodzierzy Szkolnej. Pe- 
wnie dlatego by zbytnio się nie 
przemęczać. Zapomniano jednak, 
że dwa grzyby w barszczu... 
etc. Szkolny Zw. Sportowy, któ- 
ry powinien na tym polu mieć 
najwięcej do powiedzenia mil- 
ł"zy, choć nie milczeniem a dzia- 
łaniem zdobywa się dzisiaj spor- 
towe laury. 
Daleki jestem od udzielania rad 
ale uważam, że SZS powinien 
wyjść ze swym działaniem z 
deoia i bliżej spojrzeć na pracę 
szkoleniową z dziećmi już na 
etapie szkół podstawowych gdzie 
z wyjątkiem nielicznych przy- 
padków nie dzieje się dobrze. 
Jak dotąd głównym zapleczem 
rekrutacyjnym dla lekkoatletyki 
jest szkoła podst. nr 1, z której 
wywodzi się większość tych, któ- 
rzy w przyszłości mają stano- 
wić o sile tej dyscypliny w Che- 
łmie. Jest to problem zwłaszcza, 
że szkoła podst. nr 6, szkoła spo- 
rtowa jak dotąd nie spełnia o- 
czekiwań jeśli chodzi o szkole- 
nie i selekcję zawodników oraz 
wyniki przez nich osiągane. 
T YMCZASEM między LZS 
a szs toczy się dziwna 
rywalizacja, która z dobrze po- 
jętymi interesami chełmskiego 
sportu niewiele ma wspólnego. 
(dokończenie na str. 8) 


"CHEŁM-80" STR. 7
		

/Chelm800008_0001.djvu

			PANOWIE, ONI 
WAS ZABIJĄ! 


Restauracja "Oaza" jest jednym z niewilu mIeJSC w Chełmie 
gdzie można zjeść posiłek. Przychodzą konsumenci, zamawiają da- 
nie L.czekają. Chwile oczekiwania przedłużają się tak, że po otrzy- 
maniu obiadu ma się ochotę na następny. 
Pierszeństwo posiadają napo
e alkoholowe. Pije się więc, zazwy- 
czaj czystą. W dużych ilości ac n i szybko. Co poniektórzy usprawnili 
metodę picia, oszczędzając w ten sposób pieniądze - w czym wyda- 
tnie pomaga personel. Nie siada się przy stoliku, bo wówczas do 
wódki trzeba wziąść zakąskę, ale podchodzi do barku. Tam na sto- 
jąco można wypić setkę pod papierosa. J \ 
Inicjatywa chełmskiej gastronomii spaliła na panewce. Restauracji 
z prawdziwego zdarzenia nie ma na Placu Konstytucji, przybyła 
nowa knajpa. 
...{ 


*** 
"Oaza" rozpoczęła pracę. Tłu- 
mek konsumentów pędzi na 
śniadanko. Jajeczko w majone- 
zie i wódeczka. Jeżeli ktoś chce 
urozmaicenia, a jakże - ma 
chlebek i setka. Niektórzy przy- 
chodzą aby ugasić pragnienie. 
Dziesięć piwek, jak na począ- 
tek. Po kilku godzinach wnę- 
trze nabiera kolorów. Gdzie nie- 
gdzie po podłodze walają się 
serwetki i zapałki. Na obrusach 
można znaleść wszystkie kolory 
tęczy. Ci, którzy przyszli na o- 
biad delikatnie wspierają się o 
stolik - oczekują. 
- Brrr! Znalazłam dwa wł?sy 
w ziemniakach. Proszę pam - 
podniesionym głosem zawołała 
kobieta siedząca przy stoliku 
pod oknem - proszę wymienić 
danie. . 
Kelnerka widząc oburzenie kon- 
sumentki wzrusza ramionami, 
wynosi talerz. 
- To już nie pierwszy raz się 
zdarza. Ostatnio znalazłam włos 
w zupie. To co się dzieje tutaj 
to zakrawa na skandal. Nie mo- 
żna zamówić tego, na co ma się 
ochotę. Rzadko jest większy wy- 
bór niż jedno danie. Człowiek 
tu chodzi, bo musi. P
 dłuższej 
chwili pojawia się nowa porcja. 


_ - _ o ... 


I 


"" . ł: 
J 


"",
 


I 
,- , 


(dokończenie ze str. 7) 
Przecież to SZS ma pomóc mło- 
dzieży stawiać pierwsze kroki 
na bieżni, rzutni czy skoczni, 
uczyć i
h sportowego abecadła 
a nie doprowadzać do tego aby 
młodzież trenując wyczynowo 
uczyła się wszystkiego od pod- 
staw. 
Woj. Federacja Sportowa rów- 
nież daje odczuć, że lekkoatle- 
tyka jest dzieckiem niekocha- 
nym. Trudno bowiem zrozumieć 
dlaczego jedna z zawodniczek, 
juniorka młodsza startująca w 
pchnięciu kulą w Wojewódzkiej 
Spartakiadzie po oSiągnięciu ba- 
rdzo dobrego wyniku kwalifiku- 
jącego ją do OSM na tej impre- 
zie nie wystąpiła. Niedopatrze- 
nie czy brak rozeznania? I jed- 
no i drugie nie świadczy dobrze 
o działalności przeludnionej eta- 
towo WFS. Jak wieść niesie na 
pewnej poważnej imprezie spo- 
rtowej pewien działacz z WFS 
proponował czekoladę sportow- 


Na jednym ze stolików wspa- 
rty o blat stoi mężczyzna. Kel- 
nerka podchodzi, tarmosi go za 
ramię. Wstawaj idź pan do do- 
mu - mówi. Plji:WY podnosi gło- 
wę. Jeszcze jedną piędziesiątkę 
- prosi. Ona odchodzi. Po chwi- 
li wraca niosąc na tacy kieli- 
szek i zakąskę. 
Przy barze jegomość chwieje się 
na nogach. Zarzuca go to w je- 
dną to w drugą stronę. Wyraź- 
nie przeszkadza obsłudze. - Idź 
pan do cholery - rzuca kelner- 
ka. Zawalidroga nie reaguje. Bo 
panu strzelę - dodaje. Nic. Po- 
czekaj! Ja go zaraz kopami wy- 
niosę - mówi druga idąc z po- 
mocą. Wzięły go pod ręce, pro- 
wadzą do drzwi. Po chwili gość 
wraca. Siada, zamawia setkę. 
Siedmiu panów obsiadło sto- 
lik. Wódka leje się strumienia- 
mi. Gwar. Ktoś zaczyna śpiewać, 
pozostali dołączają. Kelnerka 
przynosi kieliszki. Bractwo na- 
dal śpiewa. W ciągu pół godzi- 
ny nastrój zrozumienia pryska. 
Jeden uderza drugiego w twarz. 
Podrywają się z miejsc. Wyczer- 
pani w siebie uderzają o ścianę. 
Pozostali próbują ich rozdzielić. 
Ogólna szamotanina. 
" 
- Panowie- przestańcie - błaga 
kelnerka. Ze stołu spadają szk- 


, '".:' 


: '\ 'f ..
 

 


lanki. Prowodyr opuszcza plac 
boju, reszta ponownie siada. 
Wysoki mężczyzna przyszedł z 
jeżem w rękach. Kładzie go na 
stole. Wzbudza to uśmiech na 
twarzy kelnerki. Jeż tupie no- 
gami po obrusie. Nie ma się co 
martwić. I tak go nie ubrudzi. 
Zresztą jest on mokry jak i 
większość obrusów Vi restaura- 
cji. 
 
Jakieś towarzystwo dolewa 
przyniesioną z sobą wódkę do 
kieliszków. Wychodzą. Butelkę 
pozostawili pod stołem. Docze- 
ka się tam zapewne rana, tak 
jak i większość śmieci leżących 
na podłodze od kilku godzin. 
Czterej studenci piją herbatę. 
Do knajpy wpąda grupa mło- 
dych tuziemców. Zaczepiają tych 
t:zterech. Powstaje zamieszanie. 
Przewracają się szklanki. Roz- 
sądek przemówił. Najgorliwszy 
chełmianin zostaje odciągnięty 
na bok. Wychodzą na ulicę, tam 
będą czekać. 
- Panowie, oni was zabiją - o- 
strzega kelnerka studentów- 
postarajcie się jakoś wyjść. 
Wiadomość dociera do obozu. 
Po kilkunastu minutach przyby- 
wa grupa wysportowanych chło- 
pców. Teraz mogą wszyscy spo- 
kojnie wrócić do miasteczka 
studenckiego. 


*** 


q 
- Ta knajpa to zakała
 naszego 
placu. Ciągle tam piją, tliją się. 
Chwili spokoju nie ma. O widzi 
pan, jakiś pijak się wytacza. I 
tak jest tutaj codziennie. Cza- 
sami to napaskudzą. Człowieko- 
wi nieprzyjemnie potem prze- 
chodzić. A przecież mogli by coś 
zrobić. Tak, aby można było po- 
rządnie zjeść, a nie tylko wódka 
i wódka. 
Restauracja "Oaza" miała o- 
kazję stać się jednym z repre- 
zantacyjnych obiektów gastrono- 
micznych Chełma. Miała, bo za- 
przepaściła tę szansę. 
Cezary Bukowski 


*** 
"Post scriptum" 
Powyższy artykuł jest tylką, 
krótką relacją naszego reporte- 
ra z kilkakrotnej bytności w 


'Ot 


bez żadnego okresu przygotowa- 
wczego podcząs gdy zawodnicy 
Lublina, Zamościa, Przemyśla 
itp. mieli zgrupowania trenin- 
gowe przed zawodami. "- 
Również organizacja tegoro- 
cznych obozów napotykała na 
rozmaite przeszkody. I tak np. 
grupę lekkoatletów urzędujący 
za biurkami działacze sprytnie 
podzielili na dwie, z których je- 
dna zażywała wypoczynku nad 
J. Białym, a druga przebywała 
w Chełmie co jak można się do- 
myślać nie spotkało się z życz- 
liwym przyjęciem zawodników 
i tak przebywających w mieście 
przez okrągły rok. Wyrazem bra- 
ku troski o interesy zawodni- 
ków a nawet lekceważenie jest 
casus Anny Być świetnie zapo- 
wiadającej się lekkoatletki, któ- 
rej rozwój talentu sportowego 
pod fachową opieką doświadczo- 
nego trenera Janusza Pyca oraz 
wyniki uzyskiwane na zawodach 
pozwalały mieć nadzieję na do- 
chowanie się w Chełmie biega- 
czki dużej klasy. Niestety od no- 
wego roku szkolnego ma ona 
innego opiekuna, jest nim Start 
Lublin. Annie Być należy życzyć 
dalszych sukcesów na drdze ka- 
riery sportowej a działaczom 
chełmskim więcej energii. 


"Oazie". Była jeszcze rozmowa 
z kierownictwem lokalu, której 
jednak nie publikujemy ze w- 
zględu na niewielką oryginalno- 
ść wypowiedzi. 
Zresztą co tu się rozwodzić. W 
encyklopedii staropolskiej hasło 
"koń" kwitowane było następu- 
jąco: "koń jaki jest każdy wi- 
dz.i". Jaka jest "Oaza" też ka- 
żdy w Chełmie widzi. 
W związku z powyższym ma- 
my kilka pytań do tych, którzy 
za "Oazą" "stoją" (zdaje się, że 
WSS "Społem"): 
1. Czy to jest normalne, że ist- 
nieje lokal gastronomiczny, 
w którym: 
- na obiad czeka się czasem 
godzinę i dłużej, a a wód- 
kę parę minut, 
- brakuje nieraz ziemniaków, 
noży, napojów chłodzących, 
serwetek itp. nigdy natomia- 
st nie brakuje alkoholu 
- wybuchają częste bijatyki, 
a personelowi nawet do gło- 
wy nie przyjdzie by wezwać 
milicję . 
- jest brudno i nieprzyjemnie 
- itp., itd. 
2. Czy panowie prezesi i dyre- 
ktorzy z WSS nie widzieli 
jak powinna wyglądać i fun- 
kcjonować restauracja? Jeśli 
nie to można pojechać do 
Warszawy, Krakowa ale ró- 
wnież do paru miast wilko- 
ści Chełma lub mniejszych i 
zobaczyć. A jeszcze lepiej zo- 
baczyć i zastosować. 
3. Czy działalność "Oazy" i po- 
dobnych obiektów jest przez 
kogoś kontrolowana. Chodzi 
nie o kontrolę papierów, ale 
o sprawdzenie czy zakład spe- 
łnia swoją rolę społeczną. 
Odnosi się wrażenie, że nikt 
sobie takich pytań nie zadaje. 
4. Jakie są plany poprawy sytu- 
acji. Według nas funkcjono- 
wanie takiego przybytku w 
centrum miasta jest niemoż- 
liwe. 
A wszystko to sprowadza się 
do jednego: kiedy "Oaza" sta- 
nie się normalną, porządną re- 
stauracją? 


Krzysztof Sobczak 


Inny znany mi przypadek 
(godzący t y D). razem w kompe- 
tencje trenerskie) dotyczy mło- 
dego, początkującego sportowca, 
który dostawał tak "końskie" 
dawki treningowe, że możliwość 
uzyskania przez niego w najbliż- 
szym czasie dobrych wyników 
jest nierealna. W tym miejscu 
należałoby upomnieć się nie ty- 
le o formę sportową zawodnika 
ile o jego zdrowie. 
N IE wiem na ile obraz prze- 
dstawiony odsłania fakty- 
czną sytuację lekkiejatletyki w 
Chełmie nie do mnie zresztą na- 
leży ocena. Było moim zamia- 
rem ukazać pewien niedowład 
organizacyjny na który składa 
się atrofia dobrej woli i chęci 
animatorów chełmskiego sportu 
oraz fałszywe przeświadczenie, 
że jakoś to będzie. Warto było- 
by zatem aby odpowiednie in- 
stytucje zajmujące się rozwojem 
lekkiej atletyki wspólnie naradzi- 
ły się co do przyszłości tej dy- 
scypliny sportu w Chełmie, zin- 
tegrowały działania dla dobra 
chełmskich sportowców. 
Następna Ogólnopolska Sparta- 
kiada Młodzieży już za rok. 
Roman Zelazny 


KORESPONDENCJA 


DO REDAKCJI 


Wprawdzie nie marny zwy- 
czaju publikować listów nie 
podpisanych (tu uwaga do po- 
tencjalnych korespondentów: 
pod listami należy się podpisy- 
wać), niemniej jednak w tym 
przypadku postanowiliśmy się 
"złamać" . A to dlatego, że po- 
ruszona w poniższym liście spra- 
wa wydaje się nam poważna, a 
poza tym sygnały na ten temat 
dotarły do nas również z innych 
źródeł. Chętnie podejmiemy dy- 
skusję na temat zasadności tych 
uwag. Liczymy również na od- 
zew ze strony adresata krytyki. 
Redakcja 


*** 


Droga Redakcjo! 
Postanowiliśmy napisać do 
Was w sprawie, która w tym 
sezonie letnim nas zaniepokoi- 
ła. 
Co roku wykupywaliśmy wcza- 
sy w Ośrodku Sportu i Rekre- 
acji n/J. Białym w Okunince. 
W tym roku spotkała nas nie- 
miła niespodzianka ze strony 
organizacyjnej i wyjechaliśmy 
podobnie jak inni wczasowicze 
z westchnieniem ulgi - naresz- 
cie się to skończyło. 
Przed przyjazdem uiściliśmy 
przedpłatę w wys. 2000 zł. Na 
miejscu okazało się, rezerwowa- 
ny przez nas domek jest już za- 
jęty, ale przedtem recepcjonist- 
ka chcąc sprawdzić, czy jesteśmy 
na liście wczasowiczów zaczęła 
biegać po ośrodku w poszukiwa- 
niu kierownika z grafikiem. Kie- 
rownik natomiast jak się póź- 
niej okazało, uchwytny był al- 
bo na łódce, albo przy budce z 
piwem. Po sprawdzeniu okazało 
się, że jesteśmy, ale za to nie 
załatwiono nam pisemnie przez 
OSiR wyżywienia. Gdzie logika? 
Wreszcie kierownik zdecydo- 
wał, że musimy przyjść później, 
może uda się coś załatwić i po 
kilkakrotnym upominaniu się 
zostaliśmy z dziećmi skierowa- 
ni do restauracji "Rusałka", od- 
dalonej dość daleko od ośrodka. 
Dalszy komentarz zbędny, tylko 
życzymy kierownikowi aby z 
małymi dziećmi w deszcze nie 
przez dwa tygodnie lecz przez 
trzy dni trzy razy dziennie tak 
spacerował. Na pewno nie tylko 
my mu życzymy, bo tak zała- 
twionych wczasowiczów było 
wilu. Prosiliśmy o umożli- 
wIenie nam korzystania z wyży- 
wienia w sąsiednim ośrodku woj- 
skowym, tym bardziej, że w wy- 
sy1anej przez nas zimą rezerwa- 
cji tam prosiliśmy. Niestety tra- 
ktowano nas (i nie tylko nas) jak 
natrętów. Bardzo przykrą sprawą 
był brud, nie wspominamy już 
o domkach, które cuchnęły odo- 
rem i wilgocią, ale ubikacje przy 
boisku były tak brudne, że bar- 
dzo dokładny opis nie oddał by 
całego obrazu. Ponadto brud ten 
"wzmacniała" płynąca z szamba 
przez plażę do jeziora cuchnąca 
woda. 
Bardzo częste interwencje 
uważano za bzdury i nie reago- 
wano na nie. 


1/ i' 


, 
'I '. 
, l- 



 ł 
 ' r ' 
"'"I". oJ .. 1: .. 
II- -... '\ ... ł 
, . 
. . 


W czasowicze OSiK 


Co robić, 


Adam siedzi na ławce i bąki 
zbija. Kefirek sobie popija. 
Idzie kierownik. Przechodzi raz 
i drugi. Wreszcie nie wytrzy- 
muje. 
- A co, nie ma pan co ro- 
bić? 
Ano właśnie. Co robić, gdy 
nie ma co robić? 
Wybór jest wtedy niewielki. 
Można pałętać się po zakładzie. 
Można postać w korytarzu. 
Można wreszcie usiąść wygod- 
nie na dechach - ba nawet 
podgłówek się znajdzie - i ki- 
mać nudów. Ale to nie bar- 


.,Gł;lĘŁM-80" STR. 8 


..,.....i. 


.#{ ł .ł..; "...ł. 
, ""I.. __ 


...{ 


rł- I . ' 


" ... 
. " 
f.to< """ 


com lubelskim zachęcając ich w 
ten sposób do wzmocnienia eki- 
py Chełma podczas defilady in- 
augurującej zawody. Plotka bo 
chyba i do plotki zaliczyć trze- 
ba to, że na obozach sportowych 
"gościnnie" występują działacze 
z rodzinami, zaś sportowcy szli- 
fują formę w domach. 
Wtajemniczeni twierdzą też, 
że Wydział Kultury Fizycznej i 
Turystyki Urzędu Wojewódzkie- 
go patronuje bałaganowi organi- 
zacyjnemu zamiast być tym do 
czego go powołano; koordyna- 
torem działań między WFS, 
Zrzeszeniem LZS, SZS, Kluba- 
mi itd. Trudno innym przyczy- 
nom przypisać fakt, iż w czasie 
ostatnich biegów przełajowych 
w Ostrzeszowie wystąpiły zawo- 
dniczki w przełajach nie szkolo- 
ne a barw Chełma broniły spe- 
cjalistki sprintu. Na tych sa- 
mych zresztą zawodach nie kom- 
pletna (sic) ekipa Chełma 
pojawiła się prosto z...autobusu 


gdy -nie 


ma 


dzo korzystne. Bo prac?wni
y 
etatowi dalej robią swoJe, me 
zważając na błogosławiony od- 
poczynek człowieka pracy. He- 
blują więc zapamiętale, maszy- 
ny w ruch pusz;czają. I po 
chwili wióry pod sam sufit le- 
cą, tak że w nosie kręci i łeb 
pęka od nieustannego huku. 
Trzeba być jednak wciąż na 
posterunku. A nuż nakryje cię 
kierownik i jakby przypomina- 
jąc sobie dopiero teraz" o two- 
im istnieniu powie: 
- A, to pan? Nie ma pan co 
robić? Zaraz coś wymyślimy. t 
faktycznie - wymyśla. 


co 


robić? 


Wbijanie prostokątl1ego stano- 
wiska pod maszynę, w betono- 
wej podłodze, to zajęcie na kil- 
ka godzin. Wymiary? Jakieś 
pięćdziesiąt na trzydzieści parę. 
Zresztą mało ważne. Wystarczy 
trzymać się ściśle wzoru nakre- 
ślonego przez kierownika.. Bu- 
tem na zapiaszczonem betonie. 
Pan kierownik na jakiekol- 
wiek interwencje odpowiada po- . 
irytowaniem. Adama do innej 
brygady nie odda. Do kopania 
rowu mianowicie. 
- On u mnie odpowiedzialną 
pracę wykonuje. Jaką? Ano, 
sprzątanie hali, szykowanie sta- 


tq 


nowisk pracy pod maszyny, no 
i tego... 
Do innej brygady chłopaka 
nie odda. Tak, bo on tu kierow- 
nik i on decyduje. Nie będzie 
mu byle kto mówił, co ma ro- 
bić. A ze studentami to już na 
pewno dyskutować nie będzie. 
Że Adam nie ma co robić? 
- Jutro się robota znajdzie. 
Jaka? 
- Zawszę jest co robić. 
Tak więc znów sobie siedzi 
student na ławce i kefirek po- 
pija. Kierownik przechodzi raz 
i drugi. Ale w inną stronę 
patrzy. I nic. Cisza. W końcu i 
tak zakład zapłaci Adamowi 
dwanaście złotych za każdą go- 
dzinę jego nic nierobienia. 
Iwona Lisek 


. 


JEDNODNIÓWKA - "Chełm- 
80". Na zlecenie Zarządu 
Głównego 8Z8P wydaje "Uni- 
versitas", Warszawa, ul. Mar- 
chle\\;skiego 65, tel. 38-28-38. 
REDAGUJĄ: Krzysztof 8ob- 
czak - redaktor naczelny, 
Jerzy Górny - redaktor tecll- 
niczny wraz z zespołem. 
ADRE
 UEDAKCJI: 22-100 
Chełm, ul. Lubelska 50, tę}. 
560-06, 539-11. 


DRUK: Lubelskie Zakłady 
Graficzne, drukarnia "Zwier- 
ciadło w Chełmie. Zam. 2641 
- 4.000. M-4.